Dziś miałam fantastyczny dzień . Bawiliśmy się z Niallem świetnie , wygrał z małą dziewczynką misia dla mnie , ale oddał jej , gdy się popłakała . Wcześniej nie zwracałam na to uwagi , ale Niall na dużo tatuaży i kolczyków . - Jesteśmy . Wow duży . - powiedział Patrząc na mój dom . -A jakie imprezy mogłyby być . - zaśmiał się . - Jasne . - zaśmiałam się . - Um .. dobra do zobaczenia . - powiedział po czym zamknął oczy i schylił się do mnie . Pocałował lekko moje usta . Tak odwzajemniłam pocałunek. Od razu przypomniał mi się pocałunek z Harrym nie był on taki samy , tamten był o wiele lepszy .- Do jutra . - powiedział uśmiechając się . Jeszcze raz cmoknął mnie w usta, odwzajemniłam uśmiech . Stałam przed domem jeszcze chyba jakieś 2 minuty . Co ja robię ? Dokładnie tak jak z Harrym . Nie mogę tego dalej ciągnąć .Niepotrzebnie dałam mu nadzieje . Boże , myślę jakbym mogła mieć każdego . - Przepraszam , czy pani tu mieszka ? - spytał listonosz . Długo musiałam tak stać . - Tak . - powiedziałam . -Czy jest pan Madison ? - spytał patrząc na mnie jak na wariatkę . - Nie . - odpowiedziałam . - To niech pani podpisze . - odpowiedział dając mi kartkę . Szybko podpisałam się , swoim nazwiskiem . Listonosz podał mi kopertę i wsiadł do samochodu . Ciągle na niego patrzyłam aż odjechał . Spojrzałam na kopertę . Od jakiejś Margaret Morgan . Kto to jest ? Jestem Bardzo ciekawa . Nie powinnaś . Podpowiada mi podświadomość . Ale serce mówi mi co innego . - Hej , co tam masz ? - spytała mnie ciocia z uśmiechem na twarzy . Widać była w sklepie . Miała dwie siatki . - Pomogę Ci . - powiedziałam zdenerwowana . Schowałam kopertę do torby i wzięłam jedną torbę . - Gdzie byłaś ? - spytała mnie . - Na spacerze . - odpowiedziałam przyspieszając tempo ,żebym nie mogła mnie o nic więcej zapytać . - Z chłopakiem ? - spytała głośniej . - Nie ! - krzyknęłam puszczając zakupy . Karton mleka rozlał się na mnie a jajka były zgniecione . - Przepraszam , ja um.. pójdę do sklepu . - powiedziałam zbierając karton mleka i jajka . Ciocia nic nie powiedziała tylko ominęła mnie i poszłam . Wyrzuciłam reklamówkę w trawę i wyszłam z domu . Szlam chodnikiem , bez celu wcale nie poszłam do sklepu po jakieś cholerne jajka . Znalazłam po drodze ławkę i usiadłam na niej. Już nie mam siły muszę stąd wjechać . Nie do cioci . Muszę zacząć wszystko od nowa . Nie ważne . Wzięłam swoją torbę na kolana i odtworzyłam kopertę .
To ja Margaret . Od jedenastu lat zajmuję się twoim synem . .Lecz nie mogę , dalej tego ciągnąć i zajmować się już twoim i śp. Pani Madison dzieckiem . Alan jest uroczym dzieckiem . Chodzi do szkoły . Wychowawczyni mówi ,że świetnie dogaduję się ze swoimi rówieśnikami i zachowanie ma wzorowe , oceny też są znakomite. To jest wymarzone dziecko , ale on myśli ,ze ja jestem jego mamą . Przepraszam , ale nie mogę Go okłamywać . Początki były łatwiejsze . Mam nadzieję ,że Pan zrozumie . Wiem ,że Betty kończy niedługo osiemnaście lat . Więc teraz będzie Panu lepiej zajmować się synem . Niedługo kończę trzydzieści lat , mam męża i jestem w trzecim tygodniu ciąży . Mój mąż bardzo lubi Alana , ale chce po prostu ,żeby poznał prawdę . Dawno się nie kontaktowali więc podam panu mój numer ......... . Przepraszam ,że nie miałam odwagi zadzwonić . Proszę o zrozumienie . Ale jeśli będzie Pan chciał oddać Alana , to niech Pan zadzwoni . Przepraszam . Do zobaczenia mam nadzieję . To mój adres. Londyn ......
Margaret
PS. Zdjęcie Alana .

Oczy mam całe we łzach . Ja ja mam rodzeństwo ? Ale dlaczego ? Dlaczego on nie był z nami? Wszyscy mnie okłamali . Ojciec , ciocia i i mama . Jutro jest piątek , czyli wolny dzień, muszę się z nią skontaktować . Wyjęłam telefon . Spojrzałam jeszcze raz na zdjęcie . Jest dosyć do mnie podobny . Ja mam teraz siedemnaście lat a on jedenaście , czyli miałam sześć czy siedem lat jak się urodził . Muszę spróbować sobie przypomnieć te lata . Mama pracowała i w sumie nie widziałam jej długo . I wszystko jasne . Muszę napisać do niej wiadomość .
Dzień dobry , z tej strony Pan Madison . Rozumiem Pani decyzję . Po Alana przyjedzie jego siostra Betty . Będzie w sobotę wieczorem u państwa . Też bardzo przepraszam ,że nie zadzwoniłem .
Pan Madison .
PS. Zmieniłem numer telefonu .
Wyślij . Mój plan jest taki , wyjadę jutro od razu po szkolę . Dojadę odbiorę Go i i ucieknę . Będę musiała okraść własnego ojca . Schowałam list do torby ze zdjęciem . Wytarłam policzek i skierowałam się do domu . Gdy weszłam już do pokoju wyjęłam plecak , który brałam w góry . Spakowałam ubrania , pieniądze i dowód osobisty . Mój ojciec postanowił dać mi Go wcześniej , ale na nim jest moja data urodzenia , więc jeśli mnie sprawdzą to będą wiedzieć ,że dorosła nie jestem . Najwyżej powiem ,że wyjechałam z bratem i właśnie wracam do domu . Plecak schowałam do szafy , żeby Laura nie zauważyła . I położyłam się spać .
Harry .
Wziąłem cały sprzęt i ruszyłem do tej szkoły . Już jutro będę mieć wolne i będę mógł jej poszukać . Droga jest prawie pusta więc szybko dostałem się na miejsce . Pamiętam tą szkołę , zawsze rywalizowaliśmy z nią w kosza . Zazwyczaj wygrywaliśmy . Wszedłem do szkoły . Nienawidzę tych tłumów . Wszyscy się na mnie patrzyli . Wiem ,że jestem przystojny , no ale . - Pan Harry Styles ? - spytała nauczycielka chyba . Wyglądała na starą . - Tak . - odpowiedziałem . -Proszę za mną . -powiedziała. Zaprowadziła mnie do jakiegoś sporego pokoju . - Tu będzie Pan robił zdjęcia . - powiedziała i wyszła . Na początku były pierwsze klasy . Była już 16 . Na szczęście zaczynam ostatnią klasę . - Ile jeszcze osób zostało na korytarzu ? - spytałem jakiegoś blondyna . - Jeszcze jedna dziewczyna . Niech Pan poczeka trochę się spóźni . - błagał mnie . - Ma pięć minut . - warknąłem . Boże nienawidzę nastolatek . Blondyn zerwał się z krzesła i wyleciał przez drzwi . Po chwili wbiegła do sali Betty ? Boże to ona . Rzuciła dużym plecakiem na ziemię . Nawet nie popatrzyła . - Przepraszam za spóźnienie . - powiedziała ledwo dysząc , siadając na krześle . Podniosła głowę i popatrzyła na mnie . Krzyknęła .
Betty .
Nie mogę uwierzyć to on . -Boże Bet , ty myślisz ,że jak uciekniesz to cię nie znajdę ?! - krzyknął podchodząc do mnie . - Wyrywałem sobie włosy . , bo nie wiedziałem gdzie podziewasz się . - powiedział trochę ciszej . - Nie mogę tego ciągnąć . - powiedziałam odważnie . - Co ?! - krzyknął . Podszedł bliżej i złapał mnie mocno za ramię , ale nie mogę się poddać muszę być twarda . - Teraz pójdziesz ze mną . - warknął .

Patrzył mi prosto w oczy , dlatego odwróciłam wzrok . - Gdzie chciałaś uciec ? - spytał dalej zły , pokazując na plecak . - Nie twoja sprawa , muszę iść . - warknęłam i wyrwałam się z jego uścisku . - A idź sobie ! - krzyknął . Wzięłam plecak i wyszłam . Skierowałam się na dworzec . Za łatwo mnie puścił . A może po prostu mnie nie chce ? Muszę się skupić teraz na Alanie . Kupiłam bilet do nowego Nowego Yorku. A z stamtąd wsiądę do samolotu . Pociąg nadjechał wsiadłam do niego i zaczęłam szukać wolnego miejsca . Gdy znalazłam ,usiadłam wygodnie a pociąg ruszył . - Ale pójdę z tobą . - odezwał się zachrypnięty głos Harrego . Usiadł koło mnie , a ja się zaczęłam śmieć . - Jesteś chory . - powiedziałam śmiejąc się .
I jak ? Komentujemy , przepraszam za opóźnienie .
czekam na nexta i mam nadzieje że nawet nie pomyślisz o nie dodawaniu tu rozdziałów, do napisania :)
OdpowiedzUsuń[spam]
OdpowiedzUsuńNa moim blogu piszę opowiadania o One Direction, każde ma 9-15 rozdziałów, każde jest i będzie inne. Dopiero zaczęłam pisać tego bloga i liczę na opinię.
http://pokonac-grawitacje.blogspot.com
Miłego dnia
x
Czekam na next, super piszesz! :))
OdpowiedzUsuńhttp://world-of-avada.blogspot.com/