Max
Złapałem się za włosy i nie mogłem uwierzyć.Co się tu kurwa dzieje?! Usiadłem i wyjąłem telefon z kieszeni. Kuzynka Rose, siedziała obok mnie i wyglądała jak trup, z którego wylatują łzy.Na jej twarzy widniała obojętność. Jej ojciec wyglądał tak samo.A mały chłopiec... stał oparty o ścianę.-Tato, mogę pobawić się z Nickiem?-zapytał, jakby dopiero co się tu znalazł.Ojciec oparł łokcie o kolana i zaczął płakać.Nie chciałem dłużej na niego patrzeć, dlatego wyjąłem telefon i wykręciłem numer do mojej matki, z którą nie rozmawiałem od tygodnia. Pokłóciliśmy się, o mojego ojca. Dlatego wybiegłem z domu i nie wróciłem... -Maxymilian..-jej głos był taki ciepły i przyjemny.-Kochanie, gdzie jesteś? Martwię się bardzo.-rozpłakała się,-Mamo...-powiedziałem cicho, czując Sahare w moim gardle.-W szpitalu.-odparłem, wycierając łzę.-Boże! Max co się stało?!-krzyczała, a ja podniosłem wzrok na Edda. -Możesz przyjechać?-zapytałem i rozłączyłem się.
Betty
-Pani Styles?-usłyszałam nieznajomy mi głos.Próbowałam otworzyć oczy, ale nie mogłam, jakby ktoś je skleił. Oblizałam moje suche usta, i po chwili poczułam na nich wilgotny ręcznik.-Proszę otworzyć usta.-ktoś powiedział, a ja posłuchałam. Gdy poczułam wodę w moich gardle przestraszyłam się.Gdzie ja jestem?! W tamtym momencie moje oczy otworzyły się,ale po chwili znów się zamknęły gdy zobaczyłam bardzo jasne światło. Zrobiłam to jeszcze dwa razy. -Gdzie ja jestem?-zapytałam kobiety , która stała obok mnie.-W szpitalu.-odpowiedziała współczująco się uśmiechając.-Jest pani w szpitalu.-powtórzył mężczyzna , który siedział z moje prawej strony, razem z Zendaya?
-Co mi się stało?-zapytałam.-Jest tu mój ojciec?-zadałam drugie pytanie a Zendaya popatrzyła na mnie z przerażeniem. -Pani ojciec?-zapytał mężczyzna, a ja spojrzałam na plakietkę na której był napis,,psycholog Richard Felg''-Tak, nie przyjechał?-znów o mnie zapomniał zaraz pewnie przyjedzie Laura i powie mi, że mnie kocha, ale jest bardzo zajęty. Zendaya złapała się gwałtownie za usta.-Niech Pani wyjdzie.-powiedział lekarz. Dziewczyna wstała. Wyglądała trochę inaczej niż wczoraj. Była nieco grubsza a twarz jakby dojrzalsza? -Co się mi stało.-złapałam się za głowę i poczułam bandaż. -Miała Pani wypadek, ale jest wszytko w porządku... prawie.-odrzekł.-Prawie?-wyrzucałam z siebie pytania jak z maszyny, nie czułam nic, zupełnie nic , zero uczuć. Miałam ochotę wrócić do domu i pogrzebać w rzeczach mamy a następnie zejść i zjeść obiad z Laurą.-Co Pani pamięta?-Jakie ostatnie wydarzenie?-zadawał pytania.Próbowałam sobie przypomnieć. To było łatwe.-Mój ojciec odebrał mnie z komisariatu.-pobiłam się z tymi dziewczynami, a Harry mnie zostawił ... wiedziałam, że taki będzie.Wtedy mnie olśniło.-Coś się stało z moim ojcem? Mieliśmy wypadek?-zapytałam obojętnie. Nie obchodziło mnie to wtedy.
Rose
Ta pustka jest okropna, muszę się obudzić.-Rose.-usłyszałam szept.-Zgaście...-zaczęłam zachrypniętym głosem. Po chwili poczułam wodę przy ustach, od razu wzięłam łyk. Światło przed moimi oczami po chwili nie świeciło już tak mocno. Pomrugałam parę razy, żeby przyzwyczaić się do pomieszczenia.-Cassie.-spojrzałam na bladą i wychudzoną dziewczynę.-Gdzie ja jestem?-zapytałam od razu.-W szpitalu, musisz odpoczywać, miałaś wypadek, ale wszystko jest w porządku.-skłamała i ścisnęła moja dłoń. -Max wie?-potrzebowałam mojego chłopaka, ta pustka była okropna.Cassie spojrzała na mnie niezrozumiale.-Tak, zawołam Go jeśli chcesz.-zaproponowała a ja pokiwałam głową.Co z nią nie tak? Jest jakaś inna. Złapałam się za moją twarz.Jest spuchnięta.Musiało mi się coś stać kiedy wracałam z Maxem z naszej drugiej randki. Uśmiechnęłam się do siebie. -Max...-powiedziałam kiedy wszedł do pokoju.Jego włosy były o jakieś 5cm dłuższe niż przed chwilą. A ciało jakby większe. Od razu podbiegł do mnie i ukucnął koło łóżka.Wziął moją dłoń tak delikatnie jakby była z porcelany.Pocałował ją a ja uśmiechnęłam sie zawstydzona.-Rose...tak...-płakał, nigdy nie widziałam Go tak zrozpaczonego.-Będę zawsze przy tobie.-otarł zły i jeszcze raz pocałował moja dłoń. Chciałam sie uśmiechnąć ,ale nadal czułam tą pustkę.-Max... moim rodzice wkurzyli sie, że spóźniłam się na urodziny Nicka?-zadrżała mu ręka.Spuścił wzrok, a ja poczułam rękę Cassie.Powoli odwróciłam sie w jej stronę. Lekko zabolał mnie kark. -Cassie co się stało ... dlaczego nie jesteś w LA...dlaczego...-chciałam zadać kolejne pytanie, ale do sali wszedł jakiś mężczyzna.-Kim Pan jest?-od razu zapytałam.-Jestem psychologiem .-odpowiedział szybko, a ja wtedy przypomniałam sobie te światło, mojego ojca, Nicka , który leciał tak bardzo szybko, a jednocześnie widziałam każdy jego ruch. Wyglądał jakby ... jakby.-Się dusił ...-wypowiedziałam te słowa, czując łzę na prawym policzku.
Nie nie nie.Chciałam pokręcić głową, ale nie mogłam. Czułam tylko każdą łzę.-Gdzie są moi rodzice ... oni żyją?-Gdzie jest Nick ...powiedzcie mi do cholery.-pytałam a psycholog podszedł do mnie z lewej strony. Cassi zaczęła płakać, a Max ścisnął mnie za rękę. -Rose twoi rodzice żyją.-wypowiedział pierwsze słów a mi spadł kamień z serca, ale po chwili wrócił o wiele cięższy.-Boże..-pisnęłam z grymasem na twarzy. -Przykro mi twój brat nie przeżył, to mogło sie stać każdemu. Pamiętaj, że masz kochających Ciebie ludzi w około.On ma teraz lepiej.-zaczęłam szlochać, ciągle wzywałam Boga. -Będzie...- zaczął psycholog, ale przestał kiedy nie wierzył w swoje słowa.-Nick!-krzyknęłam i zamknęłam oczy. Próbowałam wyobrazić sobie swój pokój. Tak! Jestem w pokoju, leżę na łóżku. Gdzie mój telefon? -Nick!-krzyknęłam.Drzwi sie otwierają a do pokoju wchodzi Nick. Z tak samo przerażoną miną jak w samochodzie. -Boże! Nick!-krzyczałam. -Nie!-nie mogłam przestać. Max ściskał mnie za rękę. A Cassie okrywał mnie swoim ramieniem.
Ciągle widzę jego twarz. -Kochanie!-płakałam coraz bardziej zmęczona. -Mój kaskaderze, Nikuś.-mówiłam płacząc .
Harry
Ryknąłem, po czym od razu polały się łzy.-Zabiłem Go ...-płakałem jak nigdy. Nawet na pogrzebie moich rodziców tak nie ryczałem. Zendaya płakała razem ze mną.-Powiedz,że to nie prawda.-próbowałem wyrzucić z głowy to wydarzenie,ale się nie udało. -Tak mi przykro...-szlochała.-Podajcie mu leki uspokajające. -usłyszałem. -Nie!-zaprotestowałem.-Nic mi kurwa nie dacie!-byłem opętany, chciałem czuć ten okropny ból. Mój syn, poczuł cos o wiele okropniejszego...śmierć, którą sam mu dałem. Niczym prezent. -Nick...-powiedziałem cicho. -Synku.-szepnąłem, a Zendaya ścisnęła mnie mocniej.
David
Była godzina dwunasta w nocy. Podszedłem do Zendaya, która spała na dłoni swojego brata. Pogłaskałem jej włosy. -Kochanie zawiozę Cię do hotelu, musisz sie przespać.-szepnąłem, aby nie obudzić Harrego, który szlochał przez sen.
-Nie mogę ich zostawić, nie mogą być sami.-przytarła oczy, po czym schowała twarz w dłoniach.Rozumiałem to. Przytuliłem ją.Chciałem powiedzieć, że będzie dobrze, ale czy będzie?-Mogę z państwem porozmawiać ?-do sali wszedł lekarz.-Pójdziemy razem, zaraz wrócisz.-zaproponowałem, a dziewczyna zgodziła się .Wstała pocałowała Harrego w czoło i złapała mnie za rękę. Posłała mi smutny uśmiech.Spojrzałem na Harrego. Był poobijany, ale i tak wyglądał najlepiej z całej czwórki... raczej trójki. Wieść o Nicku wstrząsnęła wszystkimi. Zastanawiałem sie czy razem z nim nie umarł też Edd.
Gdy wszedłem do pokoju,żeby Go ucałować na dobranoc, usłyszałem rozmowę. -Nick, przepraszam... ja ... oddam Tobie tą grę.-zatrzymałem się przy drzwiach.Tylko wróć ok?-mówił a ja zajrzałem do pokoju. Siedział na dywanie z telefonem. -Hej, tu Nick zostaw wiadomość!! -i śmiech.-Nie wiem gdzie jesteś ale wróć, bo wszyscy płaczą. Nie możesz im tego zrobić ok?-zapukałem do drzwi.-Z kim rozmawiasz?-zapytałem.-Z Nickiem.-wstał i wskoczył do łóżka.-Kochanie, ale ...-usiadłem na skraju materaca i złapałem jego rękę.-Wiem, że to dla ciebie trudne.Jak dla nas wszystkich.-trudno było mi to jemu tłumaczyć.-Nick nie wróci...-zacząłem.-Tato!-przerwał mi. -Przestań! On uciekł, ale wróci naprawdę.-nie mogłem uwierzyć w jego słowa.-Dobranoc.-pocałował mnie w policzek i położył się spać.
Gdy tylko znaleźliśmy się na korytarzu, lekarz zalecił nam usiąść. -O boże.-pierwsze łzy wyleciały z oczu mojej żony.-Betty ? Rose?-co się dzieję ?!-zadawała pytania. -Spokojnie, żyją i będą żyły.-uspokoił nas a Zendaya usiadła. -Chciałem powiedzieć, że pani Styles nie pamięta wydarzeń z nawet kilkunastu lat.-gdy wypowiedział te słowa, myślałem, że sobie żartuje, ale jego twarz była kamienna. -Boże.-szepnęła Zendaya.-Chce Pan powiedzieć, że nie pamięta swojego syna?!-dodała i wstała.-Możliwe, że nawet córki. To bardzo duża dziura, nie będę państwa okłamywać, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć czy odzyska pamięć.-złapałem się za głowę i nerwowo sie zaśmiałem.-Co ?-usłyszałem głos Seleny. -Pan sobie żartuje?!- zaczęła się denerwować. -Przykro mi, pacjentka jest w dobrym stanie fizycznym, więc psycholodzy zaraz sie nią zajmą.-wypowiedział te słowa.-To wszystko.-dodał i poszedł,zostawiając naszą trójkę w osłupieniu.
Selena
Moja przyjaciółka nie wie kim jestem, choć znamy sie bardzo długo. Jej córka, chce żeby Betty do niej przyszła.Nie może poradzić sobie z tym, że nie ma nogi.Nikt lepiej jej nie pomoże niż jej własna matka. Jej mąż ma depresje, a synek, którego nie pamięta ... nie żyje.
Betty
Sama nie wiem gdzie podziała się moja nieśmiałość. Może umarła w tym samochodzie? -Pan sobie żartuje? Mam 17 lat, a nie trzydzieści parę, i nie mam dzieci. A tego całego Harrego znam bardzo krótko, to nie jest mój mąż!-zaśmiałam się nerwowo. -Domyślam sie, że utrata pamięci to coś naprawdę strasznego, ale niech ...-odwrócił się w stronę stolika. -Niech pani spojrzy na siebie.-podał mi lusterko.Spojrzałam w lusterko i zobaczyłam dojrzałą kobietę. Wyglądałam tak samo jak moja babcia, którą widziałam na zdjęciach.Ale to niemożliwe. Nie można czegoś nie pamiętać, prawda?W sensie takich ważnych wydarzeń... -Czyli ten chłopiec który nie żyje jest moim synem?-zapytałam obojętnie. -Ma Pan zdjęcie?-gdy zadawałam te pytanie zaczął wyjmować zdjęcia. -To był Nick .-pokazał na uroczego chłopca z kręconymi włosami i dołeczkami w policzkach. Zawsze chciałam, żeby moje dziecko nazywało się Nick. Ale to przecież niemożliwe.-To jest Rose. -na zdjęciu , byłam ja ... znaczy bardzo podobna dziewczyna do mnie. -Rosabella...-szepnęłam.-Tak tak, to jest Pani piękna córka.-uśmiechnął sie lekarz a ja szybko oddałam mu zdjęcie.-Ja nie mam dzieci.-zaprotestowałam , gdy przeszły mnie dreszcze.-Mój ojciec nie żyje? Zmarł zaraz po moim ślubie ? Tak?-zadawałam pytanie, choć w głębi serca nie chciałam w to wierzyć.- Dokładnie.-potwierdził i nadal pokazywał mi zdjęcia. -Hej.-do pokoju weszła Zendaya i lekko się uśmiechnęła.-Hej.-posłałam jej nieśmiały uśmiech, na co lekko się skrzywiła. -Jak się czujesz?- usiadła po lewej stronie mojego łóżka.-Umm a jak może czuć sie dziewczyna, która nie pamięta swoich dzieci?-lekko posmutniałam.Przez chwilę coś poczułam. Okropne uczucie. Jakby ktoś znów zabrał mi mamę. Po chwili uczucie zniknęło. -Betty, musisz przypomnieć sobie swoje dzieci i męża. -łzy poleciały jej po policzku.-Rose bardzo chce sie z tobą zobaczyć.-kto to ?-Rose to twoja córka, ma 17 lat.-dodała z pocieszającym uśmiechem
Harry
-Tato.-szepnęła ze szczerym uśmiechem.Objąłem ją ramieniem, uważając żeby jej nie uszkodzić.Użyła wszystkich swoich sił i mocno mnie przytuliła. Zaczęła cicho szlochać w mój tors. Muszę być silny dla mojej małej córeczki i dla Betty. Nie mogę sie teraz załamywać. Muszę być silny.Pocałowałem jej czubek głowy. -Będzie dobrze.-próbowałem sie opanować ale nie mogłem, nie umiałem. Łzy zaczęły lecieć mi z oczu. -Rose kochanie, musimy trzymać sie teraz razem, dobrze?-złapałem jej poobijaną twarz w dłonie. Ta pokiwała głową.-Przepraszam Cię, gdybym nie zaczęła sie wtedy kłócić, Nick...-nie dokończyła. Płakała jak niemowlak, moje serce rozpadło się na małe kawałeczki.-Cii.-zacząłem kołysać ja jak malutkie dziecko.-Będzie dobrze.-głaskałem ją. Musi być dobrze. Minął tydzień od naszego wypadku, dopiero teraz mogłem spotkać sie z Rose. Chciałem zobaczyć po raz ostatni mojego synka, ale David mi doradził. ,,Zapamiętaj Go takiego jak ostatnio, uśmiechniętego, radosnego, jako małego kaskadera'' gdy wtedy wypowiadał te słowa uśmiechnąłem się na samo wspomnienie. Mój mały kaskader, to było jego marzeniem. Było... po chwili uśmiech zszedł mi z twarzy. -Tato, co z mamą?-z myśli wybudziła mnie Rose. Dlaczego nie chce do mnie przyjść?-szlochała.-Kochanie, mama żyje.-nie wiedziałem jak powiedzieć, że własna matka jej nie pamięta.-Tato..-popatrzyła na mnie swoimi dużymi oczami.-To dlaczego do mnie nie przyjdzie?-zadała po raz kolejny te pytanie.-Mama, nie pamięta wydarzeń z paru wcześniejszych lat.-popatrzyłem na nią z niepokojem. Popatrzyła na mnie i mometalnie sie rozpłakała. Zaczęła płakać jak nigdy. Oczy miałą zaciśnięte a z otwartych ust wydobywał się straszny jęk. Łzy leciały ciurkiem po policzkach, kapiąc na nasze złączone.Cała sie trzęsła.Moje serce było na skraju wytrzymałości... tak samo jak jej.Biedne małe serduszko. Co moze być gorsze niz patrzenie na zrozpaczone i nieszczęśliwe włąsne dziecko? Chyba tylko pogrzeb swojego dziecka. Doświadczę tego juz niedługo.Wtedy sam to określę.-Ona sobie wszystko przypomni...-mój głos sie załamał. Rose mocno mnie przytuliła, a ja odwzajemniłem uścisk. Doskonale wie, że ja też cierpię. Moje mądre...i jedyne już dziecko. Nick także był mądry, miał zawsze najlepsze oceny w szkole. Pamiętam jego pierwsze przedstawienie ... stał na tej scenie i recytował wierszyk...najdłuższy i najładniejszy z wszystkich. Dostał piękne oklaski, uśmiechnął się po czym skoczył ze sceny, na co nauczycielka złapałą sie za serce. Rzucił się na Betty, która płakała. To były łzy szczęścia.Przytuliłą Go mocno i spojrzała na mnie. Ten wzrok pozostanie w mojej pamięci na zawsze. Był pelen miłości, radości, szczęścia ... był idealny. Z myśleń wyrwał mnie czyjś dotyk na moim ramieniu.-Przepraszam, możemy porozmawiać?-zapytał mnie lekarz.-Oczywiście.-szepnąłem i lekko odepchnąłem Rose.-Kochanie, zaraz...-zacząłem. -Nie tato, proszę.-zaczęła wstawać razem ze mną. Prawie upadła,ale złapałem ją. Popatrzyła na swoje uda i bandaże.Nie miała już łydki ani stopy.Usiadła , i dotknęła dłonią miejsce gdzie kończyło się udo.Nie wiedziałęm co mam powiedzieć... Przerażona Rose przykryła się kocem i spojrzała na mnie wielkimi oczami. To był okropny widok. W jej
oczach
było tyle przerażenia zdziwienia.Odwróciła się do mnie tyłem i położyła
na boku.-Harry ja z nia zostanę.-usłyszałem głos Seleny.Nawet nie
spojrzałem w jej stronę.Pocałowałem czubek głowy mojej córeczki i
poszedłem za lekarzem wycierając łzę.-Betty
chce sie z panem zobaczyć.-gdy tylko wypowiedział te słowa ruszyłem w
stronę jej sali.W moim sercu pojawiłą się ta nadzieja.Może wszystko
sobie przypomniała. -Betty?-spojrzałem na nią z nadzieją.-Harry.-usiadła
na łóżku.Podszedłęm do niej szybko i przytuliłem ją. Odwzajemiła
uścisk, a kamień z serca mi spadł. -Wróciąłs do nas.-pocalowalem ja w
policzek i spojrzałęm na nia. Popatrzyła na mnie nie zrozumiale.-Do nas? Harry
ja pamiętam tylko...-spuściła wzrok.-Pamiętam poranek kiedy
...-zawstydziła się zdenerwowana. -Kiedy wyszedłeś do pracy a ja poszłam do
lekarza. To było w La-nie mogłem uwierzyć. Ona nie pamięta naszych dzieci... tych
wspólnych chwil, nie pamięta też naszych kłótni. Ona nie domyśla sie już,
że ją zdradziłem. Nie pamięta tego, że zostawiłem ją wtedy gdy zaszła w
ciąży. A dowiedziała sie o tym przecież jeszcze tego samego dnia .
Lada
chwila sobie o tym przypomni.-Betty...jeszcze tego samego dnia
...zostawiłem ciebie.-popatrzyłem na nią przerażony. Muszę odzyskać
swoją żonę.Popatrzyła na mnie smutno.-Wtedy zaszłaś w ciążę, byłaś taka
młoda, a ja jak ostatni dupek ciebie zostawiłem.-przeczesałem swojego
włosy ręką.Byłem dupkiem...Jestem.Nadal patrzyła na mnie swoim smutnym
wzrokiem.-Wtedy poznałaś Selene, nie widzieliśmy się przez następne
cztery lata.-patrząc na nią zastanawiałem się czy słucha tego jak bajki
czy jak rzeczywistego wydarzenia, które się zdarzyło.-Ale Betty,
wróciliśmy do siebie, bo nasza miłość jest wieczna.-pocałowałem jej
dłoń.-Nigdy nie przestałem Ciebie kochać...-zatrzymałem się. Nawet kiedy
ją zdradzałem a ona siedziała sama z dzieciakami. Myślałem o niej cały
czas. Pokłóciliśmy się, myślałem, że to ona zdradza mnie . Co i tak
okazało się nie prawdą. Wyjeżdżała często na konferencje. Byłem pewien,
choć nie miałem dowodu.
-Do zobaczenia miśki.-pocałowała nasze dzieci w
głowy i mocno je przytuliła. Miała na sobie beżowy płaszcz i białą
czapkę.Za nią stała różowa walizka.Nick, podbiegł i mocno ją
przytulił.-Za dwa dni?-pokazał na palcach. -Tak kochanie.-zaśmiała się i
pocałowała Go w policzek.-Pilnuj ich.-pogłaskała Rose po włosach.-Okey
okey.-przekręciła oczami i dała jej całusa, po czym pobiegła na górę.Gdy
Nick to zobaczył od razu ruszył za nią.-Będę pierwszy.-krzyknął.Moja
żona miała cały czas uśmiech na twarzy.Stałem oparty o ścianę z
założonymi rękami i kamienną twarzą. Nie mogę uwierzyć, że mnie zdradza z
własnym pracownikiem.-Będę leciała ..-chciała do mnie podejść, ale
ominąłem ją i pociągnąłem jej walizkę. Odtworzyłem drzwi i zobaczyłem
jego samochód.-Harry to tylko dwa dni.-chciałem Go zabić. Ugnieść jak
puszkę.Odwróciłem się do niej i mocno ją pocałowałem. Zaskoczyło to ją
ale po chwili z uśmiechem odwzajemniła pocałunek. Z mojej strony był to nie szczery gest. Oderwała się ode mnie.-Pa kochanie.-przytuliła mnie mocno po czym pobiegłą z walizką do samochodu. Patrzyłem na nich cały czas. Uśmiechneła się do niego i zapięła pas. Odwróciłem się w stronę drzwi.-Rose!-krzyknąłem wkurzony.-Wychodzę.-dodałem i założyłem kurtkę.
Rose
Za nim zbiegłam od odjechał z piskiem opon. -Co ty wyprawiasz?-powiedziałam do siebie patrząc jak znika. Wyjęłam telefon i chciałam zadzwonić do Kate, ale zobaczyłam jego i się rozpłynęłam. Uśmiech od razu zagościł na mojej twarzy. Max założył kask na mokre włosy i wsiadł na motor. Jest taki uroczy, dwa lata starszy ode mnie. Idealnie... Popatrzył w moja stronę i się zarumieniłam. Jak idiotka patrze na niego od 10 minut
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz