sobota, 24 września 2016

Rozdział 5 cz.2

Wpadła jakby coś ją poparzyło. Miała na sobie dresy i płaszcz , które zupełnie do siebie nie pasowały. Odwróciła się o 360 stopni , i złapała za włosy. Wyglądała jakby nie wiedziała gdzie jest. Już chciałem wstać , i spytać się czy wszystko w porządku , ale dziewczyna zaczęła iść w moją stronę. Po chwili przypomniałem sobie , ze siedzę przy recepcji. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. -Przepraszam.- szepnęła po czym się rozpłakała. Pielęgniarka , nawet jej nie zauważyła. Spróbuj jeszcze raz. Już chciała coś powiedzieć , ale nie mogła się do tego zebrać. Wstałem. -Przepraszam bardzo ! - powiedziałem głośno , przykuwając uwagę innych. -Ta pani potrzebuje pomocy .- wskazałem na brunetkę , a pielęgniarki od razu przestały rozmawiać. -Nie ,wszystko w porządku. - usłyszałem jej głos. Widać było , ze trochę się uspokoiła. -Chciałam się zapytać , czy ... -przerwała i wzięła głęboki wdech . - Moja przyjaciółka , miała wypadek. -popatrzyła na mnie , po czym na pielęgniarki. -Przykro mi , nie mogę pani udzielić żadnych informacji.-odpowiedziała szybko , a brunetka złożyła ręce jak do modlitwy. -Proszę.- zacisnęła powieki. - Nie mogę.- stałem i patrzyłem się na nią jak idiota.
Selena.
-Kurwa. - szepnęłam odwracając się. Zaraz zwariuje. -Proszę się odsunąć.-Poczułam , że ktoś mnie odsuwa. Ratownik medyczny , odpychał wszystkich dookoła , ponieważ za nim jechał wózek. -Gdzie ja jestem ?! -od razu poznałam ten zrozpaczony głos. -Rose ! - chciałam do niej podbiec , ale ratownik mi na to nie pozwolił. -Ciociu ! -krzyknęła płacząc. Chciała złapać mnie za rękę , ale odjechała. Twarz miała spuchniętą i całą we krwi. Mój oddech przyspieszył. -Jestem jej ciocią ! - próbowałam ich dogonić. -Pacjentka jest w bardzo złym stanie , proszę jej nie dotykać ! -powiedział zdenerwowany mężczyzna. -Ciociu , musisz znaleźć mamę , Nicka i tatę ..proszę .-jeszcze nigdy nie widziałam jej tak zrozpaczonej. -Podajcie jej coś na uspokojenie.-przerwał lekarz. -Dalej nie może pani iść z nami.-wjechali przez drzwi z napisem ,,sale operacyjne''-O Boże ... -złapałam się za czoło . To nie może być prawda. Selena weź się w garść ! Odwróciłam się i wyjęłam telefon. Miałam 10 nieodebranych połączeń od mamy . Od razu wykręciłam jej numer. Po pierwszym sygnale odebrała . -Selena , gdzie jesteś ?! -była bardzo niespokojna. -Przy wejściu na sale operacyjne .- płakałam , i nie mogłam się uspokoić. -Spokojnie , za 40 minut będę .- powiedziała i się rozłączyła. Odłożyłam telefon i oparłam się o ścianę, po której zjechałam w dół. Nie mogę w to uwierzyć ... to musi być jakiś zły sen. Powinnam szukać Betty Harrego i Nicka , ale nie mogę zostawić Rose. -Proszę .- podniosłam głowę do góry i ujrzałam faceta , który próbował mi pomóc przy recepcji. Wzięłam od niego kubek z wodą i się napiłam . Ciecz zaspokoiła moje pragnienie i trochę mnie uspokoiła.-Dziękuję .- podziękowałam wstając. -Nie ma sprawy.-uśmiechnął się ze współczuciem . -Przepraszam , ale muszę iść ...-zrobiłam krok , ale zatrzymał mnie łapiąc za ramię. - Mogę Ci pomóc .-stwierdził. Popatrzyłam na niego niezrozumiale.-Jestem lekarzem . - zaczął iść . -Dowiem się czegoś na temat twojej przyjaciółki .- od razu ruszyłam za nim ,nic nie mówiąc. Serce mi biło jak oszalałe. Po chwili staliśmy pod gabinetem lekarskim.-Poczekaj tu , zaraz się wszystkiego dowiem. Imię nazwisko twojej przyjaciółki.-patrzył na mnie ze skupieniem . -Betty Styles , i jej maż Harry i syn Nick i Rose córka.- mówiłam szybko. Odtworzył drzwi i zniknął w pokoju ,zamykając za soba wejscie.Podniosłam głowę do góry i zamknęłam oczy. -Błagam.- złożyłam dłonie jak do modlitwy. Betty , gdzie ty jesteś ?

Betty
Rzuciłam plastikowy patyczek na ziemie i zakryłam ręką usta , aby Rose nie usłyszała mojego płaczu. Nie mogę uwierzyć , że jestem znów w ciąży . Każda normalna matka , kobieta byłaby szczęśliwa ,ale nie ja ... Jak my sobie teraz poradzimy ?! Tu nie chodzi o pieniądze , ponieważ mamy ich pod dostatkiem . Ja nie dam rady bez Harrego ... Zacisnęłam mocno powieki. Odtworzyłam szybko oczy kiedy usłyszałam krzyk dziecka. Byłam w jasnym pomieszczeniu. - Mamo ! - piszczało , a ja nie mogłam nic powiedzieć .Nie potrafiłam. -Mamo ... - jęczało. Łzy leciały mi z oczu niezwykle szybko. -Mamo .. dlaczego mnie zostawiasz ?! -głos się załamał .
Selena.
Moja mama siedziała koło mnie głaszcząc mnie po głowie. Niestety niczego ciekawego się nie dowiedziałam , ponieważ Betty , Harrego i Nicka nie było w tym szpitalu. Jeszcze nigdy się tak nie stresowałam. Siedziałam teraz pod salą operacyjną , gdzie była operowana Rose.-Selena , kochanie chyba już czas zadzwonić do ich rodziny.-zaproponowała moja mama , a ja posłusznie sięgnęłam po telefon i wykręciłam numer do Zendaya. Po trzech sygnałach odebrała.
Zendaya
-Przestań ! - zaśmiałam się , gdy David nie przestawał mnie całować po szyi. - To łaskocze ! - pisnęłam. -Mówisz żebym przestał , ale tak na prawdę tego nie chcesz. - stwierdził zgodnie w prawdą , składając mi pocałunek na ustach. Już miałam Go odwzajemnić , ale zadzwonił mój telefon. -Kochanie , dziś ostatni dzień naszego urlopie w Angli , nie odbieraj . - prosił zrezygnowany. -Musimy się rozluźnić przed długim lotem .- poruszył zabawnie brwiami , a ja sięgnęłam po telefon .  -Odbiorę , to tylko chwilka. -Nacisnęłam zieloną słuchawkę , zanim  zdążył zaprotestować. -Hej Selena , co tam słychać ? - zapytałam i popatrzyłam jak David robi zeza , przez co się zaśmiałam. -Selena ? -zapytałam ponownie. -Hej.-usłyszałam drżący głos mojej koleżanki. Od razu zrzuciłam z siebie mojego męża. -Selena , co się stało ? -usiadłam na łóżku. Ta pociągnęła nosem.-Betty , Harry i dzieci mieli wypadek. -rozpłakała się , a moje serce zamarło złapałam się za usta i popatrzyłam na poważnego już Davida. On zabrał mi telefon i włączył na głośnik. -Dobry wieczór , z tej strony mama Seleny .-Selena nie jest w stanie rozmawiać , Pani brat miał poważny wypadek.- to nie może być prawda. -Co z nimi ? - zapytałam przerażana , gdy usłyszałam płacz Seleny . - Dziewczyna jest teraz operowana , ale nie jesteśmy rodziną . Nic nie wiemy.- wytłumaczyła kobieta. -Gdzie jesteście ?-zapytał David. -Szpital imienia Tomasa.-odpowiedziała szybko . - Zaraz tam będziemy .- mój mąż się rozłączył - Zbierz dzieci , a ja wyjadę samochodem. - rozkazał , a ja od razu pobiegłam do naszej córki i naszego syna , którzy oglądali telewizje w pokoju hotelowym. -Cassie.-szepnęłam , a ona od razu się odwróciła z uśmiechem . Pokazałam jej ręką aby do mnie podeszła. Zerwała sie z kanapy i szybko do mnie podbiegła. -Mamo , co się stało ? - spytała zaniepokojona. - Wujek , ciocia i dzieci mieli wypadek , bardzo poważny nie wiemy co z nimi .- powiedziałam prawdę , a Cassie zaszkliły się oczy . - Idz się szybko ubierz , ale nie mów nic mu .- złapałam jej twarz w ręce a ona przytaknęła. Pocałowałam ją w czoło , i ruszyłam w stronę Edda . -Ed , jedziemy . - rozkazałam. -Gdzie ?! Co ? Zaraz leci film , na który czekałem dwa tygodnie !-zbuntował się. -Ubieraj się ! - krzyknęłam , a ten rzucił pilotem i poszedł się ubierać. Ruszyłam za nim , próbując nie wymyślać najgorszych scenariuszy. Będzie dobrze , musi być ...
-Kim Pani jest ?- zapytał mnie lekarz . - Siostrą. - odpowiedziałam szybko , ściskając rękę Davida.-Dowód .- rozkazał a ja zaczęłam Go szukać w torbie .Na szczęście , bardzo szybko go znalazłam . -Proszę. -podałam i odwróciłam się w strone dzieci. Cassie szła w naszą stronę , a Edd siedział na fotelu , obserwując ludzi. - I jak ? - zapytała drżącym głosem . -Rose Styles , jest w sali numer 110 , operowana jeszcze .- powiedział a moje serce się ścisnęło. - Ile to już trwa ? -zapytałam szybko . -2 godziny z tego co widzę. - przekładał jakieś kartki, patrząc co chwila w monitor . David ścisnął moją rękę . - Mamo , pójdę tam .- stwierdziła Cas. - Dobrze , leć jak będziesz coś wiedziała to dzwoń .- pocałowałam ją w czoło , a ona pobiegła.
Cassie.
Szukałam sali cała się trzęsąc. Rose , proszę nie rób czegoś głupiego. Jesteś silna , dasz radę. Łzy spływały mi po policzkach , ale nawet ich nie ścierałam. -Cassie ? -usłyszałam i od razu się odwróciłam. Podbiegłąm do niej , a ona złapała mnie za ramiona. -I jak ? - zapytałam szybko. -Jeszcze ją operują ,ale zobaczysz będzie dobrze.- uśmiechnęła się do mnie ,po czym mnie przytuliłam. Miała  przekrwione oczy , a policzki wilgotne od łez. -Oby. - szepnęłam wtulając się w jej sweter. -Musi.-stwierdziła szybko. 
-Cassie. -usłyszałam jak przez mgłę. Miałam zamknięte oczy , po chwili przypomniałam sobie gdzie jestem . Szybko je otworzyłam , mrugając kilka razy z powodu ostrego światła . Selena pomogła mi wstać. Spojrzałam w stronę sali, która była otwarta. Na korytarzu stała pielęgniarka , która trzymała drzwi. Po chwili zaczął wyjeżdżać wózek. Rose miała spuchniętą twarz ,na której były rurki , wchodzące jej do nosa. Była przykryta pod same pachy , a na klatce piersiowej były przyklejone jakiej naklejki. Koło niej jechała jakaś maszyna , na której stał monitor pokazujący bicie serca. Gdy tylko to zobaczyłam , kamień spadł mi z serca. -Rose. - podeszłam do niej, łapiąc za wózek. -Kim Pani jest ? - zapytał mężczyzna z białym fartuchu. -Jej kuzynką. - wyjaśniłam , idąc koło wózka. -Gdzie ją teraz zabieracie ? - zapytałam , wycierając łzy. -Do pokoju , mogę z Panią porozmawiać ? - zapytał , a ja oderwałam się od wózka. -Selena , idz z nią . Zaraz do Was dojdę. -spojrzałam w stronę Seleny, która tylko kiwnęła głową. Gdy tylko wózek znikł mi z oczu , lekarz spojrzał na mnie ze współczuciem,  a ja poczułam że żołądek mi podszedł do gardła . -Co z nią ? - zapytałam , czując kolejną falę łez. -Będzie żyła.- gdy to powiedział ,trochę się uspokoiłam. -Ale inaczej. -dodał , a ja popatrzyłam na niego niezrozumiale . -Musieliśmy amputować jej nogę .-dokończył , a ja złapałam się za usta. Pokręciłam przecząco głową , robiąc jeden krok w tył. Jak można amputować nogę baletnicy ?! 
Zendaya 
Patrzyłam przez szybę na Harrego, który leżał na łóżku. Nie mam pojęcia co mu jest. Przed chwilą Go tu przywieźli z bloku. Dlaczego znów mi to zrobiłeś ? Nie chce powtórki z rozrywki . Najpierw rodzice , ale teraz nie będziesz Ty . Nie pozwolę Ci. -Przepraszam... - zatrzymałam lekarza , który wyszedł od mojego brata. -Kiedy on się obudzi ? -zapytałam trzęsąc się. -Nie umiem pani odpowiedzieć na to pytanie , przepraszam , ale muszę iść na blok operacyjny.-odpowiedział i skierował się bardzo szybko w kierunku drzwi. Zaraz tu przyjdę , a Ty masz już sie obudzić. -Proszę. -szepnęłam i skierowałam się pod sale operacyjną, gdzie była Betty. 
David 
Edd siedział na przeciwko mnie bardzo zaniepokojony. Obgryzał paznokcie i machał nerwowo nogami. - Hej. -ukucnąłem przed nim i pocieszająco sie uśmiechnąłem. -Kochanie , wszystko będzie dobrze. -mój syn popatrzył na mnie swoimi szklanymi oczami ,i nic nie odpowiedział. -Edd , myśl pozytywnie ... -przerwałem , ponieważ sam nie wierzyłem w to co mówię. -Musi być dobrze . -szybko wstałem i złapałem się za włosy , które lekko pociągnąłem . Wypuściłem powietrze z ust i oparłem się o ścianę rękoma , spuszczając głowę. -Kurna musi. -syknąłem zdenerwowany a w tym momencie , drzwi od sali operacyjnej sie odtworzyły. Wyszła z nich pielęgniarka, która trzymała drzwi. Z sali wyjechał wózek , na którym leżała , zupełnie nie podobna do siebie Betty. -Co z nią ? - zapytałem szybko podchodząc do niej. -Proszę , zawieść ją do sali.- zignorował mnie lekarz. -Kim Pan jest ? -zapytał mnie. -Szwagrem .-odpowiedziałem szybko i złapałem mojego syna za rękę. -Możemy pójść do gabinetu ?- zaproponował , a ja od razu sie zgodziłem , próbując zachować spokój. 

Upuściłam telefon ... czułam , że łzy same nabierają mi się do oczu. Podniosłam moje urządzenie prawie zdeptane przez osoby , które tańczyły w rytm muzyki. Musiałam jeszcze raz popatrzeć na to zdjęcie... Samochód zupełnie rozwalony ... i napis ... ,,6 osób poważnie rannych , nie wiadomo czy ze skutkiem śmiertelnym '' Podniosłam głowę do góry i spojrzałam w stronę Maxa. Przepchałam sie przez tłum. Max grał z wielkim skupieniem na twarzy. W chwili kiedy chciałam , żeby przestał muzyka ucichła a na sali było słychać oklaski. Spojrzał na mnie poważnie ... on nigdy sie nie uśmiechał. Zmarszczył czoło kiedy zobaczył moja twarz. Tak strasznie Go kochałam , ale bez wzajemności ... Zszedł ze sceny i ruszył w stronę swojej garderoby . Nawet nie podszedł do mnie i nie zapytał czy wszystko w porządku.  Ale przyzwyczaiłam się ... Ominęłam tłum ludzi i szłam za nim . Odwrócił się i spojrzał na mnie z poirytowaniem , co naprawdę zabolało . Szłam dalej. A on przyspieszył . Podbiegłam i złapałam Go za kurtkę. - Kurna czego chcesz ?! -krzyknął a ja lekko podskoczyłam . Nic nie mówiąc podałam mu swój telefon. Wziął go do ręki i zaczął czytać. Po chwili oddał mi urządzenie i zaczął biec .

Znów ... przerażenie na twarzy , gniew i łzy . Ten widok jest widoczny prawie codziennie. Miał na sobie czarne rurki z dziurami , oraz dżinsową kurtkę. Popatrzył w moją stronę , a ja od razu się zarumieniłam . Podbiegł szybko. -Rose Styles .-warknął zdenerwowany , aż podskoczyłam. Szybko wpisałam imię i nazwisko. -Sala numer 209.- odpowiedziałam posłusznie . Od razu ruszył w stronę pokoju. Patrzyłam na niego jak zaczarowana , dopóki nie poczułam silnego bólu w ręku. - Laska ! Cos ty zrobiła ?! Nawet nie wiesz czy jest z rodziny ! - krzyknęła moja koleżanka , która robiła coś w komputerze .

Harry
Silny ból rozniósł się po mojej głowie. Chyba to będzie najgorszy kac w moim życiu. Chciałem otworzyć oczy , ale jasne światło mi na to nie pozwoliło . Kurna . Za drugim razem mi się udało. Pierwsze co zobaczyłem to biały sufit. Następna była Cassie. -Cass ? Co Ty tu ... -nie dokończyłem , ponieważ zobaczyłem na swoim ręku gips. -Gdzie ja ... -zacząłem , ale nie mogłem ruszyć głową. -Cassie ! -krzyknąłem zdenerwowany. -Harry , spokojnie.-poczułem , że łapie mnie za dłoń. -Mieliście wypadek. -oznajmiła a ja w jednej sekundzie sobie wszystko przypomniałem. To nie kac ... Ten tir ... -Cassie , co z Betty i dziećmi ? - spojrzałem przestraszony na jej twarz. Otworzyła lekko usta , teraz dopiero zauważyłem , że płakała. -Jest wszystko w porządku , odpoczywaj .- uśmiechnęła się smutno. -Kurwa , czy ktoś może mi powiedzieć co jest z moja rodziną ?! -krzyknąłem przestraszony. -Jest wszystko okey , Betty leży w sali obok , a dzieci ... na dziecięcym oddziale. -moje serce biło coraz szybciej. Zacząłem płakać ... Jeszcze nigdy w życiu tego nie robiłem. -Harry. - moja siostra wytarła łzę na moim bolącym policzku. -Ja mogłem .. zabić  . - powiedziałem zrozpaczony. - Czy z nimi wszystko w porządku ? -zapytałem z nadzieją i okropnym wyrzutem sumienia. Cassie popatrzyła na mnie ze łzami w oczach i pokręciła przecząco głową, a ja poczułem pewną pustkę. Pustkę , którą ostatni raz poczułem w dniu śmierci moich rodziców.

Max
-Gdzie ona jest ?! - krzyknąłem w stronę Cassie , która płakała. Pokazała w stronę pokoju , a ja od razu wszedłem do środka. -Co Pan tu .. - zaczęła pielęgniarka , kiedy spojrzałem przez duże szklane drzwi , za którymi leżała moja Rose. Wyglądała strasznie pod tymi wszystkimi kabelkami. Twarz miała poobijaną jakby ktoś ją pobił. -Proszę skąd wyjść !- popatrzyłem w stronę małej blondynki i szybko wyszedłem , zostawiając Rose , przy której siedziała jej ciotka. -Cassie. -zwróciłem się do dziewczyny , a ta popatrzyła w moja stronę . Wstała , podeszła i przytuliła mnie. Odwzajemniłem uścisk. -Co z nią ? - zapytałem bliski łez. -Max , ona już nigdy nie zatańczy.- rozpłakała się a ja mocniej ją przytuliłem i zacisnąłem powieki .-Tato ...- oderwała  się ode mnie , a ja odwróciłem się. Jej ojciec szedł w naszą stronę , ze złami w oczach. Nic nie mówił . - Tato !- krzyknęła Cas z przerażeniem. 


Komentujemy !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz