- Kiedy ? - spytałam . -Jeszcze . -Dziś - powiedziała poważnie - Aa Ross ? -spytałam . - Tydzień temu dostał świadectwo , przyspieszyliśmy jego koniec . - powiedziała . - Przepraszam . - powiedziałam ciszej . Ciocia tylko skinęła głową . Mam teraz wyrzuty sumienia . Wstałam i poszłam się spakować . Po godzinie miałam wszystko spakowane . Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami . - Ross , to ty ? - krzyknęła ciocia . -Tak . - usłyszałam Rossa , ale miał dziwny głos . Wyszłam z pokoju i skierowałam się w stronę drzwi . Zderzyłam się z nim . Miał na sobie kaptur . - Ross .. - powiedziałam cicho , aby ciocia nie usłyszałam . Zignorował mnie i poszedł dalej . - Ross ! - krzyknęłam . Zamknął drzwi . - Co tu się dzieje ? - spytała ciocia . Pokazałam jej ręką drzwi Rossa . Podeszła do drzwi i lekko zapukała . - Ross odtwórz drzwi . - powiedziała bardzo spokojnie . Nic nie odpowiedział . - Ross Albert Lynch , odtwórz te drzwi ! - krzyknęła ciocia . Usłyszałam ja wstaje z łóżka przy okazji kopiąc parę rzeczy po drodze . Ciocia odsunęła się od drzwi , a drzwi momentalnie się odtworzyły . -Tak ? - spytał stojąc do nas bokiem z kapturem na głowie . - Zdejmij kaptur . - powiedziała spokojniej . Szybko zdjął kaptur . - Zadowolone ! - krzyknął . Jego twarz jest cała z siniakach , usta ma spuchnięte , a jedno oko jest mniejsze , ponieważ policzek jest spuchnięty . Ciotka przykryła dłonią usta a na jej policzku pojawiły się łzy . - Obiecałeś ... - powiedziała patrząc na niego . Jego twarz zrobiła się czerwona . - Ty też ! Ojciec też ! Widać kłamstwo w naszej rodzinie jest dziedziczne ! - krzyknął . Nie wiedziałam o co chodzi co miała oznaczać ,,Obiecałeś '' ?! Ciocia miała całe policzki w łzach .Odwróciła isę i skierowała do swojego pokoju . - Ross ... - podeszłam do niego i go przytuliłam . Jego duża klatka piersiowa szybko się unosiła i opadałam . Jest dużo wyższy ode mnie . Odwzajemnił uścisk i zaczął szlochać . Pociągnęłam Go za nadgarstek i pociągnęłam do łazienki . Kazałam mu usiąść na stołku . Odtworzyłam szufladę i wyjęłam apteczkę . Zaczęłam jeździć wacikiem po krwi na jego twarzy . - Kto Ci to zrobił ? - spytałam . Nie odpowiedział .- Kto ?! - spytałam nieco głośniej . Ross wstał i udał się do swojego pokoju . Posprzątałam cały bałagan w łazience i poszłam do cioci . Lekko zapukałam i odtworzyłam drzwi . Ciocia leżała na swoim dużym łóżku , a w ręce miała duży album . A w drugiej miała chusteczkę . Podeszłam do niej i ją przytuliłam . -Co robisz ? - spytałam . - Zawsze , gdy Ross wraca do domu w takim stanie oglądam zdjęcia jego ojca. - powiedziała zamykając album . Wujek Henry był w Afganistanie umarł jak Ross miał 12 lat . -Zaczęło się to od września . - powiedziała ciocia . -I dalej nie chce mi powiedzieć , kto go tak bije . - powiedziała wtulając się we mnie . - O co chodzi w tą obietnicą ? - spytałam . - Henry obiecał Rossowi ,że wróci , a ja obiecałam mu ,że .. - znów zaczęła płakać . - Żże .. będzie szczęśliwy . - powiedziała . Głaskałam ją po włosach . Nagle zadzwonił budzik . - Czas jechać na lotnisko . - powiedziała ocierając łzy i lekko się uśmiechając . - Zawołam Go . - powiedziałam wstając . Skierowałam sie do jego pokoju nie pukając weszłam . - Jedziemy . - powiedziała ostro . Ross spojrzał na mnie swoimi czerwonymi od łez oczami i wstał. Wziął swoją torbę zarzucił ją przez ramię i wyszedł z kapturem na głowie . Po 15 minutach siedzieliśmy w trójkę w taksówce w niezręcznej ciszy .Nawet sie nie zorientowałam kiedy byłam w samolocie . W samolocie siedziałam między Rossem a Ciocią . Nikt nie odezwał się oni słowem . Dużo myślałam o Harrym . O naszym związku , jeśli można to tak nazwać . Nie nie można ! Postanowiłam ,że się po prostu do niego nie odezwę , wymienię numer . W końcu to duże miasto nie znajdzie mnie . Jak mi jest ciasno . Odpięłam pasy i wstałam . - Gdzie idziesz ? - spytała mnie ciocia . - Do łazienki . - powiedziałam . - Idę z tobą . - powiedział Ross . Pokiwałam głową i poszłam . Weszłam do łazienki i od razu zwymiotowałam . Trwało to jakieś 5 minut . - Betty okej ? - spytał Ross pukając . - Jasn.. - nie dokończyłam . Przestałam . Okej jest okej . Wyszłam . - Wszystko okej ? - spytał mnie Ross . Pokiwałam głową . Powoli szłam na swoje miejsce . Mam przed oczami mroczki i strasznie kręci mi się w głowie . - Wszystko okej ? - to ostatnie co usłyszałam .Powiedział to kobiecy głos mojej cioci . Wszyscy pasażerowie mieli twarze jakby krzyczeli , ale ja tego nie słyszałam . Uśmiechnęłam się i odpłynęłam . Gdy się obudziłam zobaczyłam Laurę , uśmiechnęłam się . Odwzajemniłam uśmiech . - Ciesze się ,że już jesteś w domu . - powiedziała cicho Laura głaszcząc mnie po włosach . - Gdzie jest ciocia?! - krzyknęłam . - Tu jestem . - powiedziała ciocia wychodząc z mojej łazienki . - Laura , możesz nas zostawić sama ? - spytała ciocia Laurę . - Oczywiście . Laura posłała mi uśmiech i wyszła . Ciocia wyciągnęła z torby jakieś pudełko i dała mi je . - Chce być pewna . - powiedziała . Dała mi test ciążowy . Szczęka mi opadła . A łzy napłynęły mi do oczu . Ciocia wzięła w swoje ręce moją twarz . - Boję się . - powiedziałam cicho , gdy poczułam ciepło jej rąk . - Będzie dobrze . - powiedziała . Wzięła pudełko i skierowałam się do łazienki . Teraz siedzę z ciocią i czekam . Nagle zadzwonił budzik . - Ty sprawdź . - powiedziałam do cioci . Pokiwała głową .Wzięła to coś do ręki i uśmiechnęła się . Poczułam ulgę . Podeszła do mnie i przytuliła . - Proszę uważaj , boje się ,że następnym razem może być gorzej . Boję się ,że nie dasz rady . Boję się ,że zostaniesz z tym sama . - powiedziała płacząc . Na szczęście nie jestem w ciąży . - Będę uważać . -powiedziałam . - Gdzie Ross ? - spytałam zmieniając temat . -W gościnnym , gdzie zawsze się bawiliście . - powiedziała uśmiechając się . Wyszłam z pokoju i lekko zapukałam . Weszłam Ross siedział na podłodze trzymając zdjęcie swojego taty . Podeszłam do niego . - Okej ? - spytałam - Obiecał . - powiedział szybko .

- Mam ochotę wyrzucić te zdjęcie , rozerwać , spalić . Tęsknie za nim . Wczoraj byłby jego 45 urodziny , wiesz ? - powiedziała z lekkim uśmiechem . - Ross wiem jak się czujesz .-powiedziałam . Przytulił mnie . - Przepraszam ,że musiałeś wcześniej skończyć szkołę i przepraszam ,że musiałeś ją zostawić - przeprosiłam . - I tak jej nienawidzę . - powiedział . - Zdradziła mnie . - powiedział. - Jej nowy chłopak mnie pobił . - powiedział . Łzy napełniły mi się do oczu , gdy wyobrażam sobie chłopaka bijącego Rossa .Od moich myśli odciągnął mnie mój telefon . Harry . Rozłączyłam się . - Możesz odebrać . - powiedział Ross . - Nie teraz . - powiedziałam .
super rozdział czekam na next
OdpowiedzUsuń