piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział 6 !

Obudziłam się leżąc na torsie Harrego . Boże czy ja jestem cała naga ?! Betty powiedz ,że nie . Co ja zrobiłam . Powoli wstałam i naga poszłam do mojego pokoju . Wyjęłam z torby ubrania i ubrałam się .
Poszłam do salonu poszukać swojego telefonu . Leżał tam gdzie zostawiłam . Odblokowałam go . 78 nieodebranych połączeń od Laury , 10 od ojca i 1 od cioci .  Od razu wybrałam do niej numer . Pierwszy sygnał , drugi ...
-Jak się wytłumaczysz ? - spytała mnie ciocia . - Przepraszam . - Zaczęłam . - Betty , chciałabym , abyś do mnie przyjechała , proszę . - powiedziała poważnym głosem . - Ciociu ja... nie mogę  . - powiedziałam . - Dlaczego ? Bet kochanie twój ojciec powiedział ,że jeśli się nie znajdziesz zawiadomi policję  . Aa chyba nie chcemy tego . - powiedziała bardzo szybko . Nastąpiła cisza . - Bet , albo przylatujesz ze mną , albo zostaniesz z ojcem . - Daj mi  trzy dni  , muszę sobie wszystko poukładać , a ojcu powiedz ,że jestem u ciebie , proszę . - usłyszałam tylko westchnienie mojej cioci . - Dobrze .- powiedziała . - Kocham cię . - odpowiedziałam . - Ja też . - rozłączając się . Mam trzy dni . Zadzwonię do Laury . Wybrałam jej numer . - Betty ? - spytał cichy płaczący głos . - Laura nie płacz , proszę . - powiedziałam .- Jeszcze raz mi tak zrobisz , to umrę . - powiedziała uspokajając się .Czas na najgorsze . - Jestem u cioci . - skłamałam . - Ale nie zapomnisz o mnie ? - spytała . - Nie wiesz ,że cię kocham . Przepraszam , ale muszę kończyć , bo Ross się mnie woła . - po raz kolejny skłamałam . - Też cię kocham , pa . - powiedziała i się rozłączyła . Włożyłam telefon do kieszeni . Poszłam do kuchni . Odtworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej potrzebne rzeczy do śniadania . Zrobiłam kanapki i kawę . Weszłam do pokoju Harrego . Spał . Było mi strasznie nie dobrze .  Nie chciałam go budzić .Poszłam do pokoju po moją torbę  , przebrałam buty na czarne conversy , założyłam kurtkę i wyszłam . Na dworze padał deszcz była straszna pogoda . Założyłam słuchawki i wzięłam taksówkę . Jechałam powoli , ponieważ były straszne korki . Jestem głupia . Uciekłam z domu , nie chodzę do szkoły i przespałam się z chłopakiem , którego mało znam . - Jesteśmy . - powiedział kierowca . Dałam mu pieniądze i wysiadłam . Zaraz zwymiotuje. Stałam przed szpitalem , w tym szpitalu była moja mama . Łza zakręciła mi się w oczach i zleciała na policzek  . Szybko ją otarłam i weszłam do środka . Ten zapach , zapach śmierci bólu i cierpienia . Podeszłam do recepcji . - Dzień dobry , gdzie leży Zendaya Styles ? - spytałam z lekkim uśmiechem Pani popatrzyła w moją stronę . Miała  krótkie czarne włosy i była bardzo szczupła . - Już pani mówię ..... - przeciągnęła ostatnie słowo patrząc w jakieś kartki . - Kim pani jest dla niej ? - spytała . - Przyjaciółką . - szybko odpowiedziałam . - Pójdę z panią do niej . Chyba pani rozumie nie mam pewności , czy ona panią zna . - powiedziała pielęgniarka . Po chyba aż 15 minutach dopiero byłam przed pokojem . - Przepraszam  , znają się panie ? - spytała pielęgniarkę . - Tak . - powiedziała Zendaya ze smutkiem . Może nie chciała mnie widzieć . Pielęgniarka zostawiła nas same , a Zendaya odwróciła głowę w stronę okna . Usiadłam koło niej na krześle . - Zendaya . - zaczęłam . - Nie chce współczucia . - powiedziała przez zaciśnięte zęby , zamykając oczy . - Wiem , nie przyszłam tu , aby Ci mówić ,że wszystko będzie dobrze bo nikt nie ma pewności . Zendaya nie chce po prostu Cię okłamywać . Nikt nie ma pewności . - powiedziała i zobaczyłam na jej policzku łzę . - Ale musisz wiedzieć , że masz dla kogo żyć . - powiedziałam . Kolejna łza na jej policzku . - Betty muszę Ci coś powiedzieć . - powiedziała Zendaya odwracając się w moją stronę . Popatrzyłam na nią . - Obiecuj ,że nikomu nie powiesz a w szczególności Harremu . - powiedziała , a na jej twarzy pojawiły się następne łzy . - Obiecuję . - powiedziałam .  - Ja ...Ja jestem w ciąży. - powiedziała . Lekko się uśmiechnęłam . - Dlaczego płaczesz , masz teraz dla kogo żyć . - powiedziałam z uśmiechem . - Ja mam 17 lat , a mój chłopak nawet nie wie . - powiedziała zdenerwowana . - Zendaya  , jeśli chcesz zrobimy tak . Ja porozmawiam z Davidem , a ty musisz pomyśleć nad pozytywnymi skutkami . - powiedziałam . Uśmiechnęła się . - Powiedz mi . Czy to było planowane dziecko ? - spytałam się . Zendaya pokiwała głową na TAK . - To czym ty się przejmujesz ? - spytałam . - Będzie dobrze . - powiedziałam łapiąc ja za rękę . - Jak udało Ci się namówić lekarza , aby nie mówił Harremu o dziecku ? - spytała . - Nie ważne . - powiedziała po czym ja i ona wybuchnęłyśmy śmiechem . Siedziałam z nią chyba jakieś 30 minut . Potem pożegnałam się z nią i wróciłam do Harrego . Zamknęłam drzwi . - No moja panno , gdzieś ty była ? - powiedział Harry z uśmiechem i rękoma skrzyżowanymi . - Nie ważne .- powiedziałam podchodząc do niego i dając mu buziaka w policzek . - Harry musimy porozmawiać . - powiedziałam . Złapałam go za rękę i zaprowadziłam do salonu . Usiadł na przeciwko mnie . -Muszę wyjechać . - powiedziałam .- O nie teraz mi nie uciekniesz ! - krzyknął wstając .Nie jestem jego własnością . - Ale zrozum , wyjadę do mojej cioci .Zrozum ,że nie jestem pełnoletnia . Jak skończę za parę miesięcy 18 lat przyjadę . Będę dzwonić . - powiedziałam wstając i go przytulając. Nie odwzajemnił uścisku . - Dobrze . - powiedziała cicho , nawet na mnie nie patrząc i wyszedł . Wiedziałam ,że go zraniłam . Poszłam się spakować . Gdy się spakowałam weszłam na stronę internetową i zamówiłam ostatni bilet do New Yorku . Wyszłam z pokoju i zaczęłam szukać Harrego . Znalazłam go siedzącego w swoim pokoju na podłodze , opierając się o łóżko . Zraniłam Go kiedy mnie potrzebował . Ma swoją siostrę w szpitalu , on się boi . - Hej . - powiedziałam cicho . Popatrzył na mnie , nie uśmiechając się . Podeszłam do niego i usiadłam . Nastała cisza . - Czuję się wykorzystany. - powiedział patrząc na dywan . - Harry ja nie chciałam Cię w żadem sposób wykorzystać ! - krzyknęłam . W sumie to tak wyglądało . Najpierw się z nim przespałam , a teraz nagle wyjeżdżam  .-Wrócę . - powiedziałam patrząc na jego policzek . - Jak uciekniesz , ja Cię znajdę . Jesteś moją własnością . - powiedział po czym spojrzał na mnie .


Te słowa mnie przestraszyły . O czym on mówi ?! Nie chciałam się z nim kłócić , więc przytuliłam go . Odwzajemnił przytulasa i pocałował mnie w czoło . - Kocham Cię .. - powiedziałam szybko nie przemyśliwając tego . Spojrzał na mnie i się uśmiechną . - Ja ciebie też . - powiedział , po czym mnie pocałował . Był to bardzo namiętny pocałunek . Wydawało mi się ,że chce się ze mną pożegnać ?. Sama nie wiem . Albo pokazać , że warto wrócić lub oznaczył mnie ? Boże ! - Harry muszę już jechać . - powiedziałam uśmiechając się . - Jasne . - powiedział ze smutkiem i wstał . Podeszłam do drzwi trzymając torbę. Lekko się do niego uśmiechnęłam . Opierał się o ścianę , patrząc co robię . - Pa ... - powiedziałam szeptem . Machną ręką nawet na mnie nie patrząc . Wyszłam . Po godzinie siedziałam wygodnie w fotelu samolotu . Wystartowaliśmy . Poszłam do łazienki , chciało mi się wymiotować . Zwymiotowałam . Nie mogłam przestać . - Wszystko w porządku ? - spytała stewardessa . - Ta... - nie dokończyłam . Odtworzyłam jej drzwi . - Przepraszam bardzo źle się czuję . - Spokojnie .- powiedziała oplatając mnie ramieniem . Zaprowadziła mnie do małego pokoju , gdzie było całe jedzenie itp. Wyjęła apteczkę . - Proszę . - dała mi tabletkę . Szybko ją połknęłam , a ona dała mi popić wodą . -Dziękuję . - powiedziałam z ulgą  , oddając jej szklankę . Wzięła mnie pod ramię i zaprowadziła na moje miejsce . - Przepraszam mógłby Pan przenieść się na inne miejsce ? - spytała mężczyznę w średnim wieku .- Jasne . powiedział i poszedł . Stewardessa dała mi poduszkę i ułożyła do snu jak małe dziecko . - Dziękuję . - powiedziałam i odpłynęłam . 
Harry 
Byłem w szpitalu .Przyszedłem po Zendaya . - Hej -powiedziałem do niej . Pakowała swoje rzeczy do torby . - Ej no , przestań pomogę Ci . - powiedziałem. - Harry - powiedziała cicho siadając na krześle . Zakryła dłońmi twarz i zaczęła cicho płakać. -Hej co się stało mała ? - spytałem cicho kucając przy niej . - Harry , nieważne co Ci teraz powiem nie denerwuj się . - powiedziała patrząc w moje oczy . Jej brązowe tęczówki były całe w łzach . - Jestem w ciąży . - powiedziała cicho i spokojnie . Popatrzyłem w jej oczy . - Nie pora na żarty . - powiedziałem lekko się śmiejąc . Mój uśmiech jednak spadł , gdy zobaczyłem jej poważną twarz . - Zabiję gnoja . - powiedziałem . - Nie Harry , to  Ja chciałam dziecka . - powiedziała . Popatrzyłem na nią . To był jej wybór . Nigdy nie chciałem być surowym ojcem . Wiem ,że ona jest bardziej dojrzała ode mnie . Wiedziałem ,że to jej w czymś pomoże . Wstałem i ją przytuliłem . Nie mogłem kazać jej usunąć ciąży . - David wie ? - spytałem nadal ją przytulając . - Nie . - odpowiedziała . - Musi wiedzieć . - powiedziałem . Zendaya nie odpowiedziała . Bałem się ,że zniszczyła sobie życie , miała dopiero 17 lat . David miał 20 , studiował . W tak krótkim życiu tak dużo się wydarzyło , choroba dziecko .... - Harry , możemy iść ? - spytała mnie . - Jasne . - odpowiedziałem biorąc jej torbę do ręki . Wyszliśmy ze szpitala i skierowaliśmy się do mojego samochodu . - Zendaya , zamieszkam z tobą . - powiedziałem jadąc samochodem . - Harry mam Davida , on mi pomoże  , jak będę Cię potrzebować to zadzwonię . - powiedziała . - Kiedy mu powiesz ? - spytałem . Nie odpowiedziała . - Zendaya musisz . - powiedziałem ciszej . - Wiem . - powiedziała . Po 20 minutach byliśmy w jej mieszkaniu . Wniosłem jej torbę , a ona szła przed mną . Wyjęła kluczyk i odtworzyła drzwi . Weszliśmy do środka . - Zendaya . - powiedział David wychodząc z jej pokoju . Podszedł do niej i przytulił ją . To było dziwne dałem jej mieszkać we własnym mieszkaniu  , gdy jest jeszcze niepełnoletnia . - Harry napijesz się czegoś ? - spytała z uśmiechem Zendaya . - Tak chętnie , soku . - powiedziałem a Zendaya skierowała się do kuchni . - Masz jej pilnować i o nią dbać . - powiedziałem ciszej do Davida . - Masz mnie za głupka ? - spytał . - Tak mały .- powiedziałem z uśmiechem . -Wypierdalaj . - pchnął mnie ze śmiechem w stronę drzwi . - Dobra idę . - powiedziałem i wyszedłem . 
Betty . 
- Przylecieliśmy  . Proszę Pani . - obudził mnie głos Stewardessy . Czułam ,że zwymiotuję . - Już lepiej ?- spytała . - Nie. - powiedziałam cicho . Wstałam  , nikogo nie było w samolocie . Alley wzięła mnie pod ramię . Tak miała na plakietce . Weszłam na lotnisko . Doszłam z nią do ławeczki . - Dziękuję . - powiedziałam z lekkim uśmiechem . Lekko się uśmiechnęła i poszła . Powoli wstałam z moją walizką i wyszłam na zewnątrz . Zatrzymałam taksówkę i podałam mu adres mojej cioci . Po godzinie w korkach dojechałam . Ostatni raz byłam tu z mamą . Uśmiechnęłam się . Wyszłam z taksówki zapłaciłam. Weszłam do środka wielkiego budynku . - Dzień dobry . - powiedziałam i szłam do windy . Jechałam jakieś 15 minut ! Nie mogła sobie kupić mieszkania na parterze ? Zapukałam do drzwi . - Ross ! - powiedziałam uśmiechając się i go przytulając .Ross ma 16 lat. Lubię Go bo zawsze mogę z nim normalnie porozmawiać . Jest także bardzo przystojny . - Śmierdzisz rzygami . - powiedział kwasząc minę . - Dzięki . - powiedziałam . - Było mi trochę nie dobrze . - powiedziałam przelotnie . - Gdzie twoja mama ? - spytałam . - W pracy . - powiedział . Ciocia jest jest malarką . Jej obrazy , można kupić nawet za tysiące ! Dlatego jest taka bogata . Weszłam do mieszkania jak zawsze było tu porządek .





- Monica ! - zawołał Ross . Zza kuchni wyszła starsza grubsza kobieta . Spojrzała na mnie i zaczęła od razu mówić coś po hiszpańsku . - Panna Betty . - podeszłam do mnie i mnie przytuliła i pocałowała . - Dzień dobry . - powiedziałam ciszej. Po przybyciu do mieszkania cioci wypiłam herbatę , a potem skierowałam się do pokoju gościnnego . Przechodząc przez korytarz , odtworzyłam lekko drzwi Rossa . Zobaczyłam całującego się Rossa z jakąś dziewczyną . Szybko się odwróciłam i poszłam dalej . Mój mały Ross już taki duży . Weszłam do pokoju . Jak wo-gule ta dziewczyna tu weszła ? Zaczęłam się rozpakowywać . Zajęło mi to jakieś 15 minut. Po tej czynności wyszłam z pokoju i zobaczyłam Ross , który wracał od drzwi . Wyszła . - Ross, Ross , Ross. - powtarzałam powoli klaszcząc na każde słowo . Przestraszył się.






- Bet nie mów mamie . - powiedział przerażony . Podeszłam do niego . -  dlaczego nie chcesz żeby wiedziała ? - spytałam dokuczając mu . W tym momencie Ross uklękną i ułożył ręce jak do modlitwy . - Proszę . - błagał . - Dobrze nic nie powiem tylko wstań . - powiedziałam a on wstał . - Dzięki . - powiedział jakby spadł mu kamień z serca . - Ale dlaczego nie chcesz ,żeby wiedziała ? - spytałam . - Mogę Ci nie mówić ? - spytał . Pokręciłam głową . - Wstydzę się . - powiedział szybko , cicho i bardzo szybko pobiegł do swojego pokoju . Nie zdążyłam nic powiedzieć . Potem z niego to wyduszę . - Jestem ! - usłyszałam głos cioci . Szybko podbiegłam do drzwi . - Ciociu ! - krzyknęłam . Ciocia spojrzała na mnie rzuciła torby z zakupami na podłogę i podbiegła do mnie . - Betty .- powiedziała ciszej . Kocham te uśmiech 








                                                                           

PROSZĘ KOMENTUJCIE :(  

1 komentarz: