wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział 16

Od śmierci Alana nie spałam tak dobrze jak dziś. Wyszłam z wygodnego łóżka i poszłam do kuchni. - Hej kochanie . - dotknęłam Harrego po ramieniu .Nie odpowiedział . - Co jest ? - spytałam .- A jeśli on coś jej zrobi ?! - krzyknął . - Nie wtrącaj się w ich sprawy . - powiedziałam poważnie .- Nie rozumiesz ! Ona ma tylko mnie , a ja tylko ją . - auć ! - Aha . - szepnęłam . - Więc ja jestem dla ciebie nikim ??- spytałam .Odwróciłam się w stronę blatu .Usłyszałam tylko jak wstaje z krzesła .Po chwili zamykające się drzwi.Jedna łza spłynęła mi po policzku .Szybko ją wytarłam i odtworzyłam laptopa .Czas poszukać jakiejś pracy .Jest bardzo dużo ofert .Wystukałam numer na telefonie i zadzwoniłam .- Halo ? - odpowiedział damski głos po drugiej stronie .- Dzięń dobry dzwonie z ofertą , która była zamieszczona w internecie . - nie dończyłam . - O pracę tak ? - odezławała się . - Tak . - przytaknęłam .- Oczywiście , to może jutro w bibliotece o godzinie 13 ? - spytała . - Oczywiście dziękuje . - powiedziałam uśmiechając się . - Do zobaczenia . - rozłączyła się .Nie wiem czy mam płakać czy się śmiać . Być może zdobędę pracę w księgarni . Kocham książki . Martwie sie o nasz związek z Harrym . Czy ja jestem dla niego tylko zabawką ? Powinnam się przewietrzyć . Ubrałam się i wyszłam . Na dworzu było coraz zimniej , niedługo święta a śniegu nie będzie jak w każde święta . - Przepraszam ! - usłyszałam piskliwy głos . - Nic ise nie stało . - popatrzyłam na swoją kurtkę która była w kawie . - O mój boże , oddam Ci pieniądze . - brunetka zaczeła szukać w torbie pieniędzy . - NIe nie trzeba , serio . - jedna z torb jej spadła . Obie usłyszałyśmy dzwięk rozbijającego sie szkła . - Nie ! - pisnęła dziewczyna i już chciała rzucić się na torbę . - Poczekaj ! - złpałam ją za łokcie . - Spokojnie , zniszczy się inna zawartość twoich torebek . - puściłam ją . Podniosłam jej torbę . - Pomogę Ci .Nazywam się Betty - uśmiechnęłam się .- Lucy .To jak nie chcesz moich pieniędzy to może chodz ze mną na kawę . - spojrzała na moją kurtkę . Obie się zaśmiałyśmy .- Ok . - usmiechnełam się . I tak nie mam nic do stracenia .
- Opowiedz mi coś o sobie .- stwierdziłam . - Więc studiuje , ale nie pracuję . - mówiła . - Mam czwórkę rozdzeństwa , Grace , Ben , Louis i najmłodsza Cassie . - powiedziała a ja się uśmiechnęłam . - Może teraz ty . - oznajmiła .-Mieszkam ze swoim chłopakiem . - zaczełam .

- Ooo . - zaśmiałą się . - Ja nie mam chłopaka , ale to długa historia . - przerwała mi . - Idiotka ! - walnęła się po twarzy . - Zawsze przerywam ludziom . - popiła kawę . - Nie szkodzi . - uśmiechnełąm się . - A rodzina , rozdzeńswto ? - spytała .- Moja mam zginęła  w wypadku ojciec jest na wózku, a mój brat .. on.. umarł tydzień temu . - powiedziałam ciszej . - Przepraszam , ja nie powinnam. - zaczęła . - Nie iwesz dobrze komuś to powiedzieć . - stwierdziłam. Usmiechneła się .Przez resztę spotkania rozmawiałyśmy o różnych rzeczch. - Przepraszam . - powiedziałam wyjmując telefon , wow jest już 16 .- Chyba muszę już iść , jest dosyć póżno .- powiedziałam . - Może chcesz wpaść do mnie , moja mama się ucieszy . - ona nigdy nie przestaje sie uśmiechać . - Nie wiem , czy ... - nie dończyłam . - Przepraszam nie powinnam przeiceż nie znamy się tak dobrze i.. - zaczełam . - Z chęcią do ciebie przyjdę . - przerwałąm jej .  On pierwszy raz nic nie powiedziała tylko sie uśmiechnęła .
-Dzień dobry . - przywitałam się z mamą Lucy . - Chodzcie szybko właśnie jemy kolację .- pospieszła nas .Szłam za Lucy . Widać ,ze są mega bogaci . - To jest Grace . - pokazała na około pietnastoletnią dziewczynę . - To Ben . - wskazała na chłopca , który był podobnego wieku co Alan . - Cassie. - piękna mała dziewczynka z oczami czekoladowymi jak Lucy . - A to Louis .- przystojny chłopak usmiechnąłs ie do mnie . - Siadajcie . - pogoniła nas jej mama. - Gdzie tata ? - spytała . - Niedługo będzie . - usmiechneła się jej mama . Przez całą kolację rozmawialiśmy i sie śmialiśmy . Cudowna rodzina . 
-Zadzwoń jak będziesz mieć czas . - powiedziała Lucy ,gdy ja stałam już ubrana . - Jasne . - uśmiechnełam się . - Pa . - pomachała mi a ja wyszłam .Idąc na przystanek wyjęłam telefon . Żadnych nowych wiadomości . Harry nawet nie chciał się ze mną skontaktować. Będzie dobrze . Odwróciłam się gwałtownie gdy usłyszałam klakson . Lucy . Zaśmiałam się i podeszłam do auta .- Mówiłam Ci ... - zaczełam . - Hej . - uśmiechnął się Louis . -O hej . - przeczesałam ręką włosy .- Chodz podwiozę Cię . - mowił . - Nie chce robić kłopotu . - powiedziałam . - Przestań . - uśmiechnął się .Wsiadłam do samochodu , jak tu ciepło. - Gdzie mieszkasz ? - spytał . Podałąm mu adres . - A ty gdzie jedziesz jesli mozna spytać ? - spytałam . - Do swojego mieszkania , często przyjdeżdżam tu , bo tam nikt na mnie nie czeka . - uśmiechnął się . Aa czy na ciebie ktoś czeka w domu ? Przez całą drogę Louis opowiadał dowcipy . Nigdy się tak nie śmiałam . - To tu ? - spytał . - Tak . - potaknęłam .- Mieszkasz niedaleko mnie , jak chcesz zawsze możesz wpaść . - ściszył muzykę . Przytaknęłam . - Czy Lucy wie ,ze masz jej samochód ? - zaśmiałam się . - A wies z,że własnie naraziłaś ją na śmierć ? - odpowiedziała pytaniem .Wysiadłam  z auta . - Dziękuje na razie .-pomachał mu ręką i poszłam . 
- Harry ? - krzyknęłam wchodząc do mieszkania . Cisza . Weszłam do kuchni i zaczęłam robić sobie obiad . Zupka chinska zawsze spoko . Wstawiłam czajki i poszłam przebrać się w dresy . Gdy skończyłam jeść zupę wyjęłam telefon znów nic . Wykręciłam numer do Davida . - No hej . - zaśmiał się . - Hej jak u was ? - spytałam odkładając miskę do zlewu . - Zendaya robi popkorn będziemy zaraz oglądać film . -ciesze się ,że im się układa . -Słuchaj .. - zaczełam . - Był może dziś u was Harry ? - spytałam . - Nie a coś się stało .? - spowazniał . - Nie , nie chciałam aby coś od was wziął , ale nie ważne . Nie mów proszę Zendaya ,że dzwoniłam proszę . - prosiłam . - Jasne. -odpowiedział . - Na razie .-rozłączyłam się . Umyłam się i poszłam spać .
-Harry ? - krzyknęłam gdy usłyszałam ,ze ktoś wchodzi do mieszkania . Na progu pokoju stanął Harry . - Uff przestaraszyłeś mnie . - szepnęłam . Zaśmiał się i odbił od ściany . - Jesteś pijany ! - krzyknęłam . - Chodz od mnie . - rozłączyła ręce po czym się potknął .Chciałam Go ominąć , ale złapał mnie za rękę .Wyrwałam się z jego uścisku i uciekłam do łazienki .- Odtwórz księżniczko . - śmiał się . Połozyłam sie na ręczniku i zaczełam płakać . Harry zgaszał i zapalał światło . Potem śpiewał , ale zasnęłam .
Wszystko mnie boli .Odtworzyłam drzwi i zrobiłam krok do przodu . Poczułam ,ze moja noga sie mokra . Zrzygał się . Szybko umyłam stopę i poszłam sprawdzić , która jest godzina . O mamusiu ! Już 12 .05. ! Weszłam do pokoju gdzie spał Harry . Ubrałam się cicho i wyszłam . Było mi strasznie nie wygodnie w tych ubraniach .Zaczełam biec na autobus . Nie zdążę ! Znów ten klakson .Usmiechnęłam się , gdy zobaczyłam Louisa . - Mój aniele . - zaśmiałam się . - Wsiadaj . - rozkazał a ja to zrobiłam .- Do biblioteki proszę . - Louis zaśmiał się . - Co ty tu wg robisz ? - spytałam . - Jadę . - zaśmiałąm się .- Wiesz o co mi chodziło . - przewróciłam oczami , jadę do pracy . Uderzyłam się w czoło .- Mam nadzieję ,ze się nie spóżnisz - powiedziałam zmartwiona . - Mam na drugą zmianę . - zatrzymał auto . - Dziękuje kocham Cię ! - krzyknęłam i zamknęłam drzwi . Gdy weszłam do biblioteki , poczułam zapach ,który kocham . Książki . Zaczęłam się rozglądać . Ściany i meble były koloru ciemnego brązu .A na środku stał kominek . Odwróciłam się , gdy usłyszałam odgłos spadających książek. - Pomogę pani . - usmiechnęłamsię do starszej kobiety . - Dziękuję . - odpowiedziała . Rozpoznałam ten głos . - Przepraszam czy pani jest tu właścicielem ? - spytałam . - Tak , a o co chodzi ? - spytała trochę zmartwiona . - Betty Madioson dzwoniłam wczoraj do pani . - podałam jej rękę . - Och no tak dziecko chodz za mną . - zaśmiała się . Usiadła przy ladzie . - Masz jakies dokumenty ? - spytała . Wyjęłam z torby dokumenty i jej podałam . - Myślę ,że się nadajesz , tylko ... - przerwała .O nie zawsze tak kończyły się moje rozmowy o pracę . -Musisz się ubierać tak ,żeby było Ci wygodnie . - zaśmiała się a ja z nią . - Dobrze .- powiedziałam .- Podpisz tu . - podała mi kartkę .Szybko podpisałam . Może i nie jest najlepiej płatna , ale zawsze coś . - Jutro widzę Cię tu o 9 kochanie . - powiedziała . - Oczywiście do zobaczenia. - wstałam . - Pa .- pomachała mi . Urocza kobieta .Wyszłam z biblioteki , muszę iść do domu przebrać się . Zaczęłam iść na przystanek .Wyjęłam telefon , żadnych wiadomości . Boje się o niego co się z nim dzieje ? Może wezmę taksówkę ? Nie to wyjdzie drożej . 

Następnym razem biorę taksówkę . Jak tłoczno . Mam dzisiaj ostatni wolny dzień , pójdę do Laury .Przebrałam się i wyszłam z mieszkania . Zaczęłam isć przez park . Wszędzie były dzieci i zakochani . Po raz kolejny wyjęłam telefon . Nic . Odruchowo odwróciłam głowę i stanęłam jak wryta . Harry siedział na ławce , jakaś laska na jego kolanach i inni faceci . Śmiali się i palili papierosy . Łza zleciała mi po policzku . Doczepiłam sie jakiegoś tłumu i zaczęłam iść.Gdy tylko byłam prawie za ławką mojego chłopaka , mój tłum skręcił . Nie pujdę za nimi więc szłam prosto . Przeszłam koło ławki . - Jaka laska ! - zagwizdał jeden . Poczułam na sobie ich spojrzenia , ale nie zatrzymywałam się . Zamiast na przystanek poszłam na mały mostek . Usiadłam na nim i zaczełam płakac . Jak on mógł ?! Pozwoliłam aby moje oczy się rozpłakały ,po czym wybrałam inną drogę do mieszkania .Spakowałam swoje rzeczy. Ciekawe gdzie ja teraz pójdę ? Do Laury i ojca na pewno nie . Do Zendaya nie . Wyjęłam telefon . - Halo ? - odezwała się Lucy . - Haloooo ?- mówiła . - Lucy . - strwierdziłam . - Matko Betty ty płaczesz ?! - krzyknęła . - Możemy się spotkać w tej kawiarni , gdzie byłyśmy wczoraj ? - spytałam chlipiąc. - Widzimy się na miejscu . -rozłączyła się . Spojrzałam jeszcze raz na przedpokój i wyszłam. Zaczęłam schodzić z walizką po schodach . - Dzień dobry panienko . - usmiechnałs ie sąsiad na parterze . - Ojej co Ci się stało ? - spytała zmarwiony . - Mam do pana prośbę , odda pan te kluczyki Harremu ? -szlochałam . - Oczywiście , ale .. - zaczał . - Przepraszam .- odezwałam się i wybiegłam z bloku .
W kawiarni siedziałam  na kanapie czekając na Lucy . Po chwili ujrzałam ją . - Betty co się stało ? -spytała , a ja do niej podeszłam i zaczełam płakać w jej kurtkę . - Pójdźmy do mnie ok? - spytała . - Ok . - szepnęłam . 
 Lucy
- I wtedy zobaczyłam Go tam . Na jego kolanach siedziała jakaś blondyna . Wszyscy palili papierosy . - płakała . - Wiesz co jest najgorsze ? - spytałą a ja na nią spojrzałam . - Że on mnie widział i nic nie powiedział . -rozpłakała się . Nigdy nie widziałam tak mocno płaczącej dziewczyny . Ten Harry . Jak ja Go spotkam , o nie ! Nic z niego nie zostanie .Betty położyła na mnie swoja głowę .
  
 Zaczęłam ją głaskać .- Spokojnie możesz chwilowo zamieszkać u mnie . - zaproponowałam . - Nie i tak , ty i twoja rodzina była zbyt dla mnie miła .- trochę się uspokoiła . Po chwili Bet zasnęła . Cicho wyszłam z pokoju . - Mamo ! - zawołałam szeptem , ponieważ dzieciaki już spały . - Na dole . - usłyszałam . Gdy zeszłam na dół moja mama sprzątała po kolacji .- Słucham ? - uśmiechnęła się . -Mam do ciebie dosć nie typowe pytanie . - powiedziałam siadając na blacie . Mama posłała mi błagalne spojrzenie . Przewróicłam oczami i zesżłam z blatu . Opowiedziałam mamie całą historię . - Więc .. mogłaby chwilowo u Nas zamieszkać ? - spytałam . - Oczywiście , co za drań z tego chłopaka ! Ja tylko dasz mi jego zdjęcie to Go pormalnie uduszę . - zaśmiałam się i ją przytuliłam . - Dziękuję . - wtuliłam sie w jej ciało . 
Zendaya .
-David . -szturchałam zaspana Davida . - Co ? - spytał z zamkniętymi oczami . - Ktoś puka do drzwi i zaraz nam jej wywarzy . - zaśmiałam się . - Oh . - wstał powoli razem ze mną . Podeszłam do łóżeczka a David poszedł zobaczyć kto przyszedł . -Śpi moja mała Cassie . - pocałowałam ją w czółko .- Gdzie ona jest ?! - usłyszałam krzyk Harrego . -Szybko wybiegłam do przedpokoju . -Harry ? - spytałam . - Gdzie jest Betty ?! - krzyczał . - Po pierwsze nie krzycz , po drugie uspokój się a po trzecie nie mam jej tutaj , jak chce możesz sam zobaczyć. - pokazałam mu reką na mieszkanie . Głęboko oddychał . - Co jej zrobiłeś ? - spytałam Go . Nie odezwał się . - Jesteś dupkiem . - przezwałam Go . - Paliłeś ? - spytała czując papierosy . - Co ja zrobiłem ? - zaczął płakać .- Dzis do mnie dzwoniła . - ja i Harry podnieśliśmy swój wzrok na Davida . - Pytała się o ciebie .- powiedział . - Może u jej ojca ? - spytał . - Nie sądzę , wiesz gdzie mieszka . Harry jutro rano zadzownię do niej i się wszystkiego dowiem . -  powiedziałam podchodząc do Davida . -Ale na pewno Nie powiem Ci jeśli ona nie bedzie tego chciała . - stwierdziałam .- I tak ją znajdę .- powiedział .

Trzasnął drzwiami i już Go nie było . Co się z nim dzieje ?!
Myślałam ,że nidgy tego nie napiszę . Wczoraj napisałam Go , ale nacisnęłam jeden guzik i wszystko się usunęło , ale jest . Cieście się ! Komentujemy ! :)  Sorki , ale nie popraiwałam błędów . 

1 komentarz: