
Od razu skierowałam wzrok na śniadanie aż mi ślinka poleciała .Na stole stały czerwone duże truskawki , płatki zbożowe i pełno kanapek .- Sama to zrobiłaś ? - spytałam podchodząc do stołka siadając na nim . - Hahah , no co ty to David .-powiedziała z uśmiechem na twarzy .- Kto to ? Jeśli oczywiście mogę zapytać .- powiedziałam . - David to mój chłopak , jest kucharzem .- powiedziała zjadając truskawki . Zaczęłam jeść . To było naprawdę pyszne . - Opowiedz mi coś o sobie . - powiedziała Zendaya patrząc we mnie jak w obrazek. - Moje życie nie jest ciekawe . - powiedziałam zastanawiając się czy powiedzieć im całą prawdę . Ojciec zakazał mi mówić o jego pracy ile zarabia .- No przestań . - powiedziała sprzątając po śniadaniu . - Więc moje życie nie jest zbyt kolorowe. Za dwa lata kończę szkołę i dalej nie wiem . - powiedziałam . . - Tylko tyle . - dodała . I w tym momencie wszedł Harry .Był taki śliczny ,ale i poważny . - Fuck ! Jak mnie boli głowa . - mówił . Spojrzałam na Zendaya , a jej oczy były ułożone w literkę ,,o'' . - Harry choć na słówko . - powiedziała i wstała ciągnąc go za bluzkę . - Puść o co Ci chodzi . - marudził . - Przepraszam . - dodała Zendaya zwracając się do mnie .Lekko się uśmiechnęłam , wiedziałam ,że to nie jest właściwy moment żeby tu siedzieć . Wyszłam z kuchni i zobaczyłam drzwi do których się skierowałam . Po drodze wyjęłam komórkę żeby zobaczyć , która jest godzina . Było 9.34 . Położyłam komórkę na szafce i ubrałam buty . Szczerze mówią , nie powinnam wychodzić bez słowa , ale trudno . Zamknęłam powoli drzwi i wyszłam . Zeszłam szybko po schodach i wyszłam na chodnik . W dzień ta dzielnica nie jest taka straszna . Teraz nie wiedziałam co zrobić , nie miałam jak wrócić do domu . Nie miałam żadnej kasy na autobus ani taksówkę .Pozostało mi iść na piechotę .Poczułam jak ktoś złapał mnie mocno za nadgarstek . - Ej no zaczekaj mała . - powiedział Harry z łobuzerskim uśmiechem . Poczułam jak rabie się gorąca a moja ręka zaczyna się pocić . - Podwiozę Cię . - powiedział nie odrywając ode mnie wzroku .Patrzył się prosto w moje oczy . Speszyłam się i popatrzyłam na chodnik . On dalej na mnie patrzył . O co mu chodzi ?!- Okej to chodźmy . - powiedziałam . A on się zaśmiał . Idiota . - Jesteś słodka , gdy się wstydzisz . - powiedział patrząc na moją twarz robiąc w niej dziurę . W tym momencie cała moja twarz płonęła .-Chodź - odwrócił się i zaczął iść , ale nie puścił mojej ręki . Próbowała się wyrwać , ale on jeszcze bardziej ją ścisną . W końcu wyrównałam z nim krok i szliśmy koło siebie .- Możesz mnie puścić ? - spytałam odważnie . - Nie . - uśmiechną się .Puść mnie kurde . Odpuściłam . Spojrzałam na drugą stronę i zobaczyłam Vene i Tedy . O nie to dziewczyny z mojej szkoły . Największe plotkary . Zakryłam twarz włosami . - Nie chowaj się piękna . - powiedział zatrzymując się . Staną na przeciwko mnie i odgarną mi kosmyk włosów .Otworzyłam szeroko oczy i usta . Co od robi ?! A on złapał mój podbródek i zamknął moje usta . - Wiem ,że jestem seksowny , ale nie otwieraj buzi , mama Ci nie mówiła ,że trzeba zamykać buzię - zaśmiał się. W tej chwili powinnam zrobić się cała czerwona . - Moja mama nie żyje . - powiedziałam , nie myśląc o tym co mówię . Z jego twarzy spadł uśmiech i radość . - Przepraszam , ja ... um nie wiedziałem . - powiedział ze współczuciem . - Jasne . - powiedziałam odwracają się i dalej iść . Przyspieszyłam kroki .Poczułam łzy . -Hej zaczekaj . - powiedział szybko łapiąc mnie za przedramię i zamykać w swoim uścisku . Tu poczułam ,że mogę się wypłakać .- Przepraszam . - powiedział . - Nie chce współczucia . - krzyknęłam odrywając się . Co ja robiłam w jego uścisku było mi bardzo dobrze . Zobaczyłam ,że jest zły . Przestraszyłam się . - Hej Betty słonko . - powiedziała Vene . O nie tylko nie one . - Co tam dzieciaczku . - powiedziała Tedy targając mnie za włosy , które lekko się potargały . - Nie dotykaj mnie . - powiedziałam cicho . - Co ?! O nie mała nie będziesz mi mówiła co mogę a co nie . - powiedziała Tedy popychając mnie . Poczułam złość . Podeszłam do niej i walnęłam ją z pięści w twarz . Usłyszałam pisk Vene i płacz Tedy . Tedy leżała na chodniku wycierając rękę twarz z krwi .- Ty suko . - powiedziała Vene waląc mnie w policzek . - Ej przestań ! - krzyknął Harry . - Harry ja to załatwię . - powiedział do Harrego po czym odwróciłam się i naskoczyłam na Vene szarpiąc ją za włosy . Razem upadłyśmy . Poczuła wokół swojej talii ręce Harrego i odgłos syren policyjnych i wtedy poczułam jak Harry odrywa swoje ręce i ucieka . - Co twój chłoptaś uciekł -powiedziała Tedy wstając i mnie popychając . Leżałam na chodniku cała we krwi . Słyszałam tylko krzyki policjantów .Jeden złapał mnie i założył mi kajdanki a drugi zajął się tymi plastikami . Po 30 minutach byłam już w komisariacie i czekała aż odbierze mnie mój tata . - Zostajesz wypuszczona , grzywna została zapłacona . - powiedział Policjant zdejmując mi kajdanki . Powoli wyszłam i zaczęłam się rozglądać szukając kogoś kto zapłacił za mnie grzywnę . Wtedy zobaczyłam mojego ojca siedzącego na wózku . Podeszłam do niego i usiadłam na krześle . - Przepraszam . - powiedziałam

. -Nie wiedziałem ,że moja córka umie się bić .- powiedział poważnie . Spojrzał na mnie . Machnął rękę a stojący koło niego szofer powiózł go w stronę drzwi .Wstałam z krzesła i poszłam w jego stronę .Wyszłam za drzwi i zobaczyłam dwa czarne samochody mojego ojca . Wiedziałam ,że nie chciał mnie widzieć . Podeszłam do samochodu i wyciągnęłam rękę w celu otworzeniu drzwi , ale wyprzedził mnie szofer mojego ojca . - Proszę . - powiedział z uśmiechem . Wsiadłam do samochodu nie dziękując mu . Był dosyć młody , nigdy wcześniej go nie widziałam . Po godzinie byłam już na miejscu . Drzwi się otworzyły a ja wysiadłam . - Dziękuję . - powiedziałam i odwróciłam się . - Proszę - usłyszałam . Spojrzałam na samochód z moim ojcem . Zobaczyłam jak szofer wyjmuje go na rękach i kładzie na wózku . Dlaczego to on nie mógł wtedy umrzeć ?! Dlaczego on żyje zamiast mojej mamy . Odwróciłam się i zobaczyłam smutną we łzach Laurę . - Dziecko . - powiedziała podchodząc i przytulając mnie . Powstrzymałam łzy . - Możemy porozmawiać w moim pokoju ? - spytałam bardzo cicho . - Tak . - powiedziała . Weszłyśmy do domu i skierowałyśmy się do mojego pokoju . Usiadłam na hamaku a Laura , przyniosła apteczkę . Zdjęłam bluzkę a Lura zajęła wylewać na moje rany wodę utlenioną . - Auć . - powiedziała . - Kto ci to zrobił ? - spytała .- Lura ja naprawdę nie byłam na rozmowie o pracę . - powiedziałam a mój głos się załamał . W momencie wpadłam w dół . - Spokojnie opowiedz mi po kolei co się stało . Opowiedziałam wszystko Lurze i poczułam się lepiej . Obiecała ,że nie powie mojemu ojcu , jeśli to nigdy się nie powtórzy . Usłyszałam pukanie do drzwi . - Proszę . - powiedziałam . Moim oczom ujawnił się Jonny . Pan Jonny . - Pański ojciec cię woła . - powiedział nie patrząc na mnie . - Poczekaj .! - powiedziałam . - Chciałam cię przeprosić . Mój ojciec nie dowie się ,że ty mnie wypuściłeś .- powiedziałam podchodząc do niego i przytulając go . Był dla mnie jak dziadek a Lura jak babcia . Kochałam ich . - Przeprosiny przyjęte , a teraz choć . - powiedział z uśmiechem . Wyszłam z pokoju z uśmiechem i zeszłam po schodach razem z Jonnym .Gdy zeszłam powiedział - Powodzenia .I uśmiech spadł mi z ust . Powoli weszłam do gabinetu ojca i usiadłam na kanapie .
Ojciec był przy biurku . - Co ty narobiłaś ? - spytał cicho . - To się nie powtórzy . - Gdzie naprawdę byłaś , bo nie wydaje mi się ,że na rozmowie o pracę .Przyjechałem po ciebie , nie było cię . Mówili ,że nikogo dziś tam nie było . - krzykną . Nie wiedziałam co powiedzieć .- Gdzie . Byłaś ? -Spytał ciszej .Nic nie mówiłam .- Jesteś beznadziejna . - powiedział cicho . Zatkało mnie . - Mam to po ojcu .- powiedziałam głośniej . Świetnie Betty barowo . Ojciec spojrzał na mnie ze zdziwienia . - Co ?! -spytał odwracając się . - Tak dobrze usłyszałeś -krzyknęłam . -Dobrze ,że twojej tu matki nie ma . Dobrze ,że nie widzi co się z tobą stało . Dobrze ,że nie musi teraz patrzeć na ciebie . - powiedział . Czułam ,że płaczę . Ja on mógł . - Betty.. - nie dokończył . Wstałam i skierowałam się ku drzwiom . Położyłam rękę na klamce . - Czasami żałuję ,że to nie ty umarłeś . - powiedziałam i wyszłam . Pobiegłam do pokoju wyciągnęłam torbę i zaczęłam wrzucać do niej ubrania . Drzwi były zamknięte więc nie bałam się ,że ktoś wejdzie . Po spakowaniu otworzyłam swoją szufladę i wyjęłam z niej moje pieniądze . Miałam ich dużo bo dostawałam co miesiąc .Założyłam czarne rurki i za dużą bluzę . Wyjęła w piórnika długopis i napisałam .
,, Mam nadzieję ,że nigdy się z tobą nie zobaczę Tato . Przepraszam Lauro . Przepraszam Jonny . Kocham Was jesteście dla mnie jak dziadki , zawsze będę Was Kochać ''
Położyłam kartkę na biurku . Odtworzyłam powoli drzwi i wyszłam. Na swojej drodze do drzwi nikogo nie spotkałam . Wyszłam z domu , na podwórku padało . Po 15 minutach byłam w taksówce . - Należy się 10 dolarów . - powiedział a ja mu dałam i wysiadłam z taksówki . Wszędzie było bardzo dużo ludzi . Płaczące dzieci i ich rodzice , którzy się denerwowali . Stanęłam w kolejce i czekałam . - Słucham . - powiedziałam młoda pani . - Dzień dobry poproszę bilet do New Yorku . - powiedziałam dając jej pieniądze . Była nawet ładna . Miała czarne krótkie włosy i duże oczy . - Proszę . - bała mi bilet . Zaczęłam szukać ławki .Usiadłam koło jakiegoś śpiącego faceta , nie widziałam go bo miał kaptur . Nagle usłyszałam . - Pasażerowie do New Yorku proszeni są na peron 45 . - powiedział kobiecy głos .
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zostaw komentarz ! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz