wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdzaił 18

-Co nie tak ? - spytał przerywając pocałunek . Lekko Go odepchnęłam . Usiadł a ja razem z nim . -Przepraszam . - wzięłam torbę i szybko skierowałam się do drzwi . - Nie poczkaj ! - krzyknął . Nagle moje ciała przeszedł nieprzyjemny dreszcz . Bałam się Go .Bałam sie cholernie . Nie znam Go nawet . Zdjęła w pośpiechu szpilki i zaczełam biec korytarzem . - Betty porozmawiajmy ! - krzyczał . Cuzłam ,ze jest blisko . Odwróciłam się . Nie widziałam Go , ale wiedziałam ,ze jest blisko . Odtworzyłam pierwsze lepsze drzwi i weszłam do srodka . Znajdowałam sie teraz na dachu . CO ja robię ?! Gdzie ja mam się teraz podziać ?! Spokojnie . -Betty . - słyszałam swoje imię , więc szybko schowałam sie za kartonami . Usłyszałam odtwierające się drzwi . -Gdzi ety jesteś ? - szepnął i wszedł do srodka .Odychałam bardzo szybko . Bardzo się boje . Nie mam juz nikogo , zupełnie . Powinnam zakończyć swoje życie. Wyszłam powoli z moje kryjówki i podeszłam do poręczy . Zrób to , nie jesteś nikomu potrzebna . -Nie ! - pisnęłam . Jesteś nikim ! -Przestań ! - krzyczałam . Przeszłam na drugą stronę i trzymałam się poręczy. Skocz to zaboli tylko przez chwilę . - Nie rób tego . - prosiłąm siebie płacząc . Usłyszałam otwierające się drzwi . -Betty ..; - usłyszałam swoje imię . - Nie podchodz bo to zrobię ! - krzyknełam grożąc Louisowi. -Okey spokojnie . - mówił . -Nie rób głupstw . - powiedział . -Ja .. ja . - szlochałam - Muszę to zrobić ... nikomu nie jestem potrzebna .... do życia . - slochałam .-Wiem ,ze Lucy mnie teraz zabiję , ale ten chłopak . Harry tak ? - spytał . -Tak . - szepnęłam . -Myśle ,ze nie może bez ciebie teraz żyć . Na pewno żałuje . - mówił a jego głos był coraz bliższy . -Nie on by mnie nie żałował . - szepnęłam .Usłyszałam odtwierające sie drzwi . -O boże . - usłyszałam kobiecy głos . -Rozumiesz ! - krzyknęłam . - On mnie nigdy nie kochał , nikt mnie nidgy nie kochał ! - pisnęłam . -Spokojnie , nie mów tak . Moja siotra Lucy . - powiedział a ja zaczełam szybko oddychać . -Ona Cię kocha , jesteś dla niej ważna . Nigdy nie miała takiej przyjaciółki . - mówił a ja już czułam ,ze jest nie daleko . -Każda mówiła ,że za dużo mówi i jest beznadziejna . - mówił . Drzwi znów się odtworzyły . - Niech nikt się do mnie nie zbliża bo skocze ! - krzyknęłam . -Jestem psychologiem . - powiedział męski głos . -Pomogę Ci.. - zaczał . - Nie ! - pisnęłam . -Mi ... - zaczęłam . -Mi .. już nikt nie pomoże . - zdjęłam jedną rękę z poręczy . - Betty prosze pomyśl o innych . - mówił Lou za moimi plecami . Zdjęłam druga rękę z poręczy . Było mi trochę zimno w stopy . Nie róż tego ! Zrobiłam krok w przód , ale nie spadłam . Ktoś mocno mnie przytrzymał . Chciałam sie wyrwać ,a le ten ktoś nie chciał mnie puścić . Wciągnął mnie na dach . Odwrociłam się i zobaczyłam przerażonego Lou . Stałam przed nim cała zmarzięta . Już nie mogłam się utrzymać na nogach . Zrobiło mi się ciemno przed oczami . Ostanie co pamiętam to okropny , ale chwilowy ból . 
Harry . 
-Pójdziemy na zakupy ? - spytała mnie Taylor siedząc na moich kolanach. Ciekawe co robi teraz Betty. Usmiechnałem sę do siebie . - Harry ! - pisnęła Taylor . -Przepraszam muszę odebrać .- powiedziałem zły zwalając ja z moich kolan . Zaczełam coś mówić ,ale poszedłem do innego pokoju . -Tak Zendaya ? - spytałem . Usłyszałem tylko cichą ciszę . -Zendaya ? - spytałem . - Harry ona jest w szpitalu . - szlochała . -CO ?! Kto ?!! - krzyknałem . - Betty . - szlochała . Rozłaczyłem się i w ybiegłem z mieszkania . 
Zobaczyłem Zendaya , Davida i Cassie . Moja siotra spała na krześle a Cassie była w nosidełku . Chciałem juz ją zawołać ,ale się powstrzymałem . David szybko wstał i do mnie podbiegł . -Gdzie ona jest ?! - spytałem szeptem . -Na sali ,nie chcieli nam powiedzieć co się jej stało . - powiedział . - Ale .. - zaczął . -Ale co ?! - krzyknałem . - Ona chciała popełnic samobójstwo . - stwierdził.

 Oparłem się o ścianę i zjechałem po niej . Przeczesałem swoje włosy . -Kiedy ? -- spytałem , ale on się odwrócił . - Lekarz . - stwierdził . Szybko wstałem . -Przepraszam , wie może pan coś o Betty Madison ? - spytałem . -Państwo są z rodziny ? - spytał . David chciał coś juzpowiedzieć ,a le nie zdążył . -Jestem jej narzeczonym . - skłamałem . Popatrzył na mnie , a ja pokazałem mu pierścionek na moim palcu . -Proszę za mną . - powiedział wchodzać do gabinetu . Wszedłem z nim a on wstazał ,zebym usiadł . -Betty chciała popełnić samobójstwo . - powiedział a ja ledwo powstrzymałem łzy . -Ale uratował ja jakiś chłopak ... - powiedział .Chłopak ? -Powodem zemdlenia , było najprodowniej niska temperatura . - powiedział a ja trzymałem sie za czoło. -Teraz może pan do niej wejść . - powiedział i zaczął coś pisać . - Do widzenia . - rzuciłem szybko i wybiegłem z sali . Zendaya już sie obudziła. Szybko wstała . -I co ? - spytała zaniepokojona . -Powiem Wam wszystko , ale to za chwilę . - ominąłem ją i podszedłem do drzwi , za którymi miała znajdować się Betty . Wszedłem cicho zamykajac drzwi . Leżała na dużym białym łóżku , przykryta kołdrą . Usiadłem na taborecie koło jej łóżka . Miała podłączone jakieś małe kabelki do obojczyka . Na twarzy miała maskę , pomagającą jej oddychać . Położyłem swoją rękę na jej głowie . -Betty czy to przez mnie ? - spytałem . -Błagam powiedz mi ,że to nie prawda ,ze chciałaś popełnić samobójstwo .-Na mojej twarzy pojawił sie grymas . Łzy spływały mi po policzkach . - Jak się obudzisz ,nie będziesz chciała mnie widzieć , więc teraz chce na ciebie popatrzeć . - mówiłem do niej. -Byłem u twojego brata i zapaliłem znicz .- szepnąłem. -Proszę tylko nie chciej sie z nim teraz spotkać . - przygryzłem mocno wargę . - Wróć tu . -szepnałem do jej ucha . Pochyliłem się lekko i pocałowałem ją w usta . Były ciepłe , ale suche. Powoli wstałem i skierowałem się do drzwi . - Kocham Cię . - wyszedłem na korytarz . Odwróciłem się i zobacyzłem stojącą już Zendaya . Podszedłem do niej i przytuliłem się do niej . -To przez mnie .- szlochałem jak dziecko . -Nie mów tak .- powiedziała głaszcząc mnie po włosach . Odepchnąłem ja lekko . Nic nie mówiąc odwróciłem się i poszedłem . 
Lucy . 
Biegłam korytarzem . Gdzie ona może leżeć ?! -Przepraszam ! - zatrzymałam starszego lekarza . -Wie Pan moze gdzie leży Betty Madison ? - spytałam . -Przepraszam nie mam pojęcia.- powiedział śpiesznie się oddalając . -Znasz Betty ? - spytała chuda dziewczyna w czapce . Spojrzałam na nia pytającym spojrzeniem . -Jestem Zendaya . - wyciągneła do mnie rękę . -Lucy , ach no tak opowiadała mi o tobie , wiesz gdzie ona leży ? - spytałam . -Wiem , ale nie wpuszczą Cie do niej , nie jesteś jej rodziną . - powiedziała idąc a ja za nią . -To jej lekarz . - pokazała na młodego lekarza. -Przepraszam wie Pan gdzie jest moja siostra Betty Madison ? - skłamałam . -Tu , narzeczony Betty chyba już powiedział co jej jest prawda ? - spytał .Narzeczony ? - Taa. - odpowiedziałam przedłużając ostatnią literę . Poczułam szarpnięcie . Odwróciłam się . -Naprawdę ?! - syknęła Zendaya . - Nie mam innego wyboru . - szepnełam i wyrwałam się z jej uścisku . 
-Betty . - szepnęłam wchodząc do pokoju , gdzie leżała taka blada. - Kochanie co ty chciałaś zrobic ?- podbiegłam do jej łóżka. Zaczęłam płakać . -Nie chce stracić swojej jedynej przyjaciółki . - powiedziałam wycierając łzy . - Słyszysz ! -krzyknęłam klękajac na podłodze . - Jesteś egoistką ! - warknęłam . - Jest Ci żle ? Spoko zabije się. - mówiłam . -Jesteś głupia , ale Kocham Cię i  nie chce abyś umierała . - szepnęłam wstając . -Ja myślałam ,ze cię odchodzę .. - drzwi się odtworzyły a ja szybko wytarłam łzy . Do sali weszła pielęgniarka. - Pani jest z rodziny ? - spytała . - Sama już nie iwem , kim dla niej jestem . - powiedziałam i wybiegłam . 
Zendaya . 
-A co jak ona obudzi się kiedy my będziemy w domu ? - spytałam Davida. Podszedł do mnie i kucnął przed mną . -Wiem ,ze ją kochasz , ale jak widzisz ma problem . A teraz odpoczywa od niego . - powiedział a ja się do niego uśmiechnęłam . -Jesteś niasamowity . - patrzyłam mu w oczy . -Wiem . - uśmiechnał się pięknie a ja Go żartobliwie walnęłam . -Mówię serio . -zaczęłam . -Inny facet zostawił by mnie , gdyby się dowiedział ,ze jestem chora i jestem w ciąży. -usłyszałam płacz Cassie . Wstałam spokojnie i udałam sie do sypialni . - Cii. - wzięłam Cassie w objęcia . -Mama tu jest . - uśmiechnęłam się do niej . Zaczełam się znia kołysać . -David ! - krzyknęłam . -Podasz mleko ? - spytałam . - Już ! - odkrzyknął . Po paru minutach przyszedł z butelką mleka . -Dla mojej księżniczki . -- uśmiechnąłs się do Cassie . Usiadłam i zaczęłam ją karmić .Po paru minutach odłożyłam moją córeczkę do łóżeczka. Odwrociłam się i zobaczyłam klęczącego Davida z odtwartym czerwonym pudełkiem z pierścionkiem . -David . - szepnęłam łapiąc się za usta . -Zendaya Styles chcesz zostać moją żoną ? - spytał . Uśmiechnęłam się . -Tak .-pisnęłam . -Tak bardzo tego chce . - dodałam . Wstał i podszedł do mnie . Wziął moją rękę . 


Objęłam Go i pocałowałam . -Do końca będę z tobą . - szepnął .Poczułam jedną łzę. -David.. - zaczęłam . - Jeśli ja no wiesz.. - zaczełam szlochać . -Zendaya . - powiedział . - Nie David obiecaj ,ze zajmiesz się Cassie . - powiedziałam z grymasem na twarzy . - Ale ty przecież . -zaczął .-Obiecaj. - zaczełam płakać. - Obiecuję . - przytulił mnie mocno . -Ale wiem ,ze nie będzie takiej potrzeby.- powiedział całunąc mnie w czubek głowy. - Zobaczysz za parę miesięcy będziesz szła w pięknej sukni ślubnej do ołtarza . Bedą tam wszyscy . Ja ty , Cassie , Betty i Harry . - mówił . -A twoja rodzina ? - spytałam. Umilkł . -Nie wiem , czy oni .. no wiesz będą chcieli przyjść . - poczułam smutek w jego głosie .-Wiem ,ze nie bedziesz chciał ,a el musimy im powiedzieć ,ze jestem chora i mamy Cassie w końcu są dziadkami . -oderwałam sie od niego . Popatrzył na sufit i kiwał głową . -Jasne . - syknął . -Myślisz ,ze tak po protu to przyjmą ?! - warknął . -A ile chcesz to jeszcze ukrywać ?! - syknęłam cicho aby nie obudziła się Cassie . -Nie rozmaiwajmy teraz o tym . - patrzył wszędzie , tylko nie na mnie .-Kiedyś musisz , musimy . Poptarz na mnie słyszysz . - popatrzył na mnie z góry . - Kocham Cię , oni ciebie też muszą zrozumieć . -pogłaskałam Go po policzku . Usmiechnęłam się do niego . -Dobrze zadzwonie kiedyś do nich . - powiedział lekkos ie usmiechjąc . -Nie kiedyś . - zaprzeczyłam . -Teraz to zrób. - powiedziałam . -Zaproś im tu do Los Angeles . - dodałam .Wyjął swój telefon. Chciał już nacisnąć zieloną , ale zatrzymał się . Zaśmiaąłm sie cicho i napisnęłam ją . 
David 
Pierwszy sygnał , drugi .. - Halo ? -usłyszałem znajomy głos . - Hej to ja David . - powiedziałem do mojej siostry . -David . - usłyszałem . -Mamo ! - krzyknęła . -Rodzice się ucieszą , poczekaj . - popatrzyłem na Zendaya . - Ale jej nie muszę ... - zacząłem . -Tak . - powiedziała podchodząc do łóżeczka . -Halo . - usłyszałem kobiecy głos . - Hej mamo . - powiedziałem . -David to na prawdę ty ? - spytała mnie . - Tak mamo . - odpowiedziałem . -Czemu nie dzwonisz ? - spytała z radością . -Ostatnio dużo  się dzieje  w moim życiu . - popatrzyłem na Zendaya i Cassie . -Coś sie stało ? - spytała zaniepokojona . -Nie . Nie chce rozmawiać o tym przez telefon . Chciałem was zaprosić do mnie , do nas. - poprawiłem się . -Do nas ? - spytała . -To co ? - spytałem . - Oczywiście ,że przyjedziemy . - powiedziała . -Do zobaczenia . - powiedziałem rozłączając się . Odetchnąłem z ulgą i upadłem na łóżko . -Było aż tak żle ? - spytała mnie moja przyszła żona . -Nie . - odpowiedziałem . - Okropnie . - dodałem wywołując u niej śmiech . Podeszła do mnie i usiadła na mnie . -Kochanie ? - spytałem . -Co? - odpowiedziała . -Zrobisz mi kanapkę ? -spytałem . 


 -Spadaj . - powiedziała kładąc się na moim torsie . Zadzwonił mój telefon . -Tak ? - spytałem . -Dzień dobry , jestem lekarzem państwa przyjaciółki Betty . - powiedział a ja szybko się podniosłem . -Tak ? - spytałem . - Najlepiej będzie ja państwo przyjadą . - powiedział po czym sie rozłączył . -Coś sie stało ? - spytała się Zendaya . -Betty . - odpowiedziałem . Zendaya miała przestraszoną minę . 
            
Komentujemy ! A ja idę sie uczyć głupiej matmy ! Jeeee . Trzymajcie za mnie kciuki ! :*   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz